środa, 30 września 2015

Wrażenia po trzech dniach studiowania

Kiedy w zeszłym tygodniu zobaczyłam mój rozkład zajęć, stwierdziłam, że rzucam studia. Nie z powodu nadmiaru lekcji, ale przez ich rozrzucenie w czasie. Przykładowo w poniedziałek o siódmej rano mam się stawić na wykład, potem przeegzystować dwie godziny na kampusie, iść na kolejny wykład, wrócić do domu, a wieczorem wrócić na ćwiczenia. Co za @%^$#&$ ułożył taki rozkład zajęć?!

Postanowiłam, że tak być nie może, nie będę marnować czasu na nicnierobienie i dojazdy. Wydrukowałam rozkład zajęć i nożykiem powycinałam to, co mi nie pasuje i poprzeklejałam na lepsze terminy. Wypełniłam dziury i przeniosłam część popołudniowych zajęć na rano. No, taki rozkład mogłam znieść. Uff...

W piątek odbyło się oficjalne rozpoczęcie roku akademickiego. Wysłuchałam przemówień kilku osób, jedne mnie zaciekawiły, inne wręcz przeciwnie (przezorny zawsze ubezpieczony, wzięłam ze sobą książkę!). Przeraziłam się ilością ogłoszeń typu "startuje program <rzuć palenie>", "nie mieszajcie drinków z używkami" itp. Gdzie ja jestem?! Co to za planeta?! Z kim ja żyję?! Aha, to przecież Polska. To zdezorientowanie na twarzy... No cóż, jakoś przeżyję, zapewne nie ja jedna.

Z takim oto niezbyt entuzjastycznym nastawieniem udałam się na pierwszy wykład w poniedziałek o siódmej rano. I nie macie pojęcia, jak pozytywnie się zaskoczyłam! Wykładowca był zabawny, tematy całkiem interesujące, nie zapowiada się, abyśmy musieli ślęczeć nad książkami w wolnym czasie, nikt nie sprawdza obecności, no po prosu raj! Podobne wrażenia mam z pozostałych zajęć, mam kilku naprawdę wspaniałych nauczycieli, po których widać, że pasjonują się tym, co robią. Oczywiście po fali dobrych wrażeń nadeszło zło, a mianowicie wykład, na którym o mały włos nie zasnęłam, podobnie jak reszta studentów. Siedząc w przedostatnim rzędzie nasłuchałam się całkiem celnych porównań (iście homeryckich) i epitetów z porządną dozą słów na "k", "g" i "ch" określających wykładowcę. Nie wróżę tym zajęciom wysokiej frekwencji.

Studia bardzo mi się spodobały. Nie trzyma się nas w salach "do dzwonka" - jak skończymy rozmowę, to do widzenia, wracamy godzinę wcześniej do domu. Udało mi się odrobinę zmienić rozkład zajęć i nie muszę dojeżdżać cztery razy dziennie, co najwyżej dwa, a że nie mam daleko, to nie narzekam. 20 km dziennie na rowerze nie zaszkodzi mi. Mam fajnych nauczycieli, ciekawe przedmioty, planuję dołączyć do koła naukowego, muszę się tylko na któreś zdecydować, bo jest ich sporo.

Uderzyło mnie podobieństwo studiów do amerykańskiego liceum. Stosunek ucznia do nauczyciela, możliwość wyboru kierunku (to akurat oczywiste), co skutkuje zadowoleniem z zajęć, prowadzenie lekcji poprzez prezentacje, pomaganie uczniom i zachęcanie do aktywności, a nie pokazywanie, że są beznadziejni, na dodatek tolerancja wobec tego, co w liceum i wcześniejszych szkołach często było zabronione. Spodobało mi się :) Jedyna rzecz, której mi brakuje, to klasy ozdobione przez nauczycieli kolorowymi plakatami, memami, plakatami filmowymi, zdjęciami, cytatami, itp. Tutaj sale są takie puste i bez życia. Niestety amerykański układ sprawdza się tylko wtedy, kiedy nauczyciel ma swoją salę, a to jest w tym przypadku niewykonalne. Trudno, i tak jestem zadowolona!



24 komentarze:

  1. Bez krytyki obejsc sie nie moglo! Taka rutyna... Wiem, ze te rozpoczecia sa mega nudne, sa przedstawiane jakies programy, wydarzenia na ten rok itp. No ale bez przesady! Zeby przy wszystkich wyciagac ksiazke??? Ja bym sie nie odwazyla...

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak z poznawaniem nowych ludzi? Jakieś zalążki znajomości, cokolwiek? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale to pewnie rozwinie się za kilka tygodni, trzy dni to niewiele :)

      Usuń
  3. co studiujesz i gdzie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś taką antypatriotką, jak coś Polskie tu już musi być złe, przesadzasz, Nie podoba Ci się to wyjedź a nie cały czas narzekasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyy... Coś mi się wydaje, że Marysia już na wymianie mówiła, że chce wrócić do Polski, bo w Polsce jest lepiej, a teraz pisze, że spodobały jej się studia. Chyba jednak lubi ten kraj ;)

      Mam do cb takie pytanko? Po co w ogole czytasz tego bloga?

      Usuń
    2. Czytam, bo jest w miarę dobry, ale jak po raz 6 widzę stwierdzenia typu "bo to Polska" to mnie aż krew zalewa.

      Usuń
    3. Wszystkim zagorzałym patriotom uprzejmie przypominam, że przymiotniki piszemy małą literą, a interpunkcja obowiązuje wszystkich (pomijam już kwestię samego znaczenia użytego pojęcia, bo byłaby to niepotrzebna dyskusja, ale i tutaj można by się mocno przyczepić). Czy przypadkiem zarzucanie komuś antypatriotyzmu (no jednak mnie korci, aby się wypowiedzieć co nieco na temat tego pojęcia :D) nie pachnie trochę hipokryzją w sytuacji, kiedy samemu wykazuje się rażącą ignorancję wobec języka polskiego? ;-)

      Usuń
  5. Marysiu ja tez zaczęłam właśnie studia (psychologie) i szlam z takim nastawieniem jak ty, i się zaskoczyłam pozytywnie tak jak ty :) haha

    OdpowiedzUsuń
  6. W jakim wieku Maja zaczęła trenować gimnastykę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu trenowałam z nią odkąd nauczyła się chodzić, natomiast na zajęcia poszła dopiero w wieku sześciu lat.

      Usuń
    2. Czyli teraz umie więcej niż reszta jej grupy?

      Usuń
    3. Nie, bo grupy układane są względem umiejętności a nie wieku.

      Usuń
    4. Nie wiedziałam. Dziękuję za odpowiedź:-)

      Usuń
  7. A ja mam pytanie takie: czy czujesz się jakoś inaczej w związku z tym że poszłaś rok wcześniej? I czy twoi znajomi to zauważyli?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Marysiu! Chciałam Ci powiedzieć, że jesteś dla mnie wielką inspiracją. Podziwiam Cię za to, że masz mnóstwo pomysłów na siebie i je realizujesz. Osiągnęłaś już naprawdę wiele pomimo że masz dopiero 18 lat:-) Dziękuję Ci także za to że prowadziłaś bloga będąc na wymianie, dzięki temu mogłam poczuć, że jestem razem z Tobą w USA. Fajnie, że nie porzuciłaś bloga po wymianie:-) :-) Twoja fanka, Karolina:-) Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się porozmawiać z Tobą osobiście:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Marysiu! Ja trochę z innej beczki- mam do Ciebie pytanie- chodzi mi o buty do piruetów. Czy napalcówki będą dobre? A jak nie to jakie wybrać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię w napalcówkach i są bardzo dobre do tego

      Usuń

Drogi czytelniku,
tutaj możesz śmiało wyrazić swoją opinię. Jednak zanim to zrobisz, weź pod uwagę, że większość informacji na tym blogu to też opinie, takie same jak twoja. Nie musisz im wierzyć, nie muszą ci się podobać, ale musisz je szanować. Amen i zapraszam do komentowania :)