środa, 16 września 2015

Poradnik wymieńca #5 - Kultura po amerykańsku

Wymieniec jadąc do innego kraju przeżywa szok kulturowy. Czasem mniejszy, czasem większy, ale zawsze jakiś. Z niektórych różnic pomiędzy kulturą Amerykanów a swoją często nie zdaje sobie sprawy aż do momentu, kiedy wyjdzie na głupka czy na chama. Co kraj to obyczaj. I choć USA nie różni się bardzo od Polski, to niektóre zwyczaje mnie zaskoczyły.

Amerykanie to niezwykle kulturalny naród. Ich hymn powinien brzmieć "proszę, dziękuję, przepraszam". Nie miałam o tym pojęcia, kiedy tam przyjechałam, więc przystosowywałam się do życia w nowym środowisku poprzez obserwację. Co kilka sekund słyszałam "dziękuję" z jednej strony, "proszę" z drugiej. Kiedy na lekcji nauczyciel puszczał kserówki po klasie i stos docierał do mnie, a ja przekazywałam go dalej, zawsze słyszałam "dziękuję" od osoby za mną. Na początku wydawało mi się to bardzo dziwne. Po co dziękować komuś za podanie kawałka papieru?! To tylko kartka! Nie rozumiałam tego. Ale kiedy wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one, więc po pewnym czasie przywykłam i sama zaczęłam wszystkim za wszystko dziękować.

Po powrocie do Polski przeżyłam szok, społeczeństwo wydawało mi się nadzwyczaj chamskie i niekulturalne. Jadę rowerem, zjeżdżam komuś ze ścieżki, aby mógł przejechać, a on ani "be", ani "me", nawet na mnie nie spojrzał. Stoję przy kasie w supermarkecie, a tu jakaś baba pcha się za mnie, żeby odłożyć koszyk, z wzrokiem jakby chciała mnie zabić za to, że istnieję. Idę chodnikiem i mijam się z kimś nieznajomym, a on udaje, że mnie nie widzi i ma naburmuszoną minę. Ludzie drodzy, weźcie się uśmiechnijcie i zacznijcie używać magicznych słów!

Po kilku tygodniach przeszło mi, w końcu taki już jest nasz naród :) Ale siebie z powrotem nie zmieniłam, dalej mówię ludziom z uśmiechem "dzień dobry", nawet jak ich nie znam. Chyba że podejrzanie wyglądają, wtedy się nie odzywam. Znacznie częściej używam też słowa "dziękuję", w końcu nie zaszkodzi :) Oczywiście zachowuję umiar w tych manierach, bo by mnie wzięli za wariatkę! Poza tym uważam, że w Ameryce przez częstotliwość mówienia tych słów straciły one znaczenie. Nie wiadomo, czy ktoś naprawdę jest nam wdzięczny, czy dziękuje odruchowo, jak zaprogramowany robot. to samo tyczy się przeprosin, proszenia oraz kultowych "Hi, how are you?" (nikogo nie obchodzi, jak się masz) oraz "Have a great day!" (co za różnica, czy będzie dobry czy zły, i tak już wychodzisz). Na to pierwsze zawsze odpowiadasz "I'm good", choć często jest to kłamstwo. ALE mimo tego twój nastrój się poprawia, po prostu dlatego, że to powiedziałeś. Miło jest usłyszeć te magiczne słowa i człowiekowi od razu poprawia się samopoczucie.

Co się tyczy magicznych słów: Od przybytku głowa nie boli. Co za dużo, to nie zdrowo.

A teraz rada dla wymieńców: dziękujcie wszystkim za wszystko, przepraszajcie i proście na każdym kroku. Jeśli do taty mówicie "podasz sól?", to do host taty powiedzcie "podasz sól, proszę?". Jeśli do mamy mówicie "pa", kiedy podwozi was do szkoły, do host mamy powiedzcie "bardzo dziękuję za podwiezienie mnie, miłego dnia". Jeżeli przez przypadek dotkniecie kogoś palcem w klasie, powiedzcie "bardzo cię przepraszam". Nie ważne, jak dziwne i nienaturalne może wam się to wydawać, zróbcie to. Te słowa okażą się naprawdę magiczne i zaskarbicie sobie przyjaźń wielu osób.

Natomiast jeśli ich nie powiecie, wiele osób pomyśli, że jesteście zwykłymi chamami. Serio! Dowiedziałam się o tym wszystkim od drugiej host mamy, Jenn, która była otwarta na świat i wyjaśniała mi wszystkie amerykańskie zwyczaje. Dopiero wtedy zrozumiałam, że poprzez nieamerykańską kulturę dałyśmy z Mirabelle pierwszej host mamie dodatkowy powód, aby nas nienawidziła. Może nie podziękowałyśmy za obiad?

Jeżeli jesteś tegorocznym lub byłym wymieńcem, podziel się swoim zadaniem w komentarzach :) Jak wygląda kultura w miejscu, w którym przyszło ci żyć?

10 komentarzy:

  1. Post dodany w środę, 16 września, a komentarz piszę z przeszłości haha bo teraz 15 września :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Marysiu, masz może jakiś domowy sposób na pozbycie się zaczerwienień na twarzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez chcialabym to wiedziec, czy jest jakis sposob. Ale szanowna Pani Maria odpowiada tylko na komentarze gdzie jest chwalona, a krytyke i inne omija szerokim lukiem.

      Usuń
    2. Czy ty masz jakiś problem? Weź się ogarnij szanowny Panie Anonimie. Jak chcesz odpowiedzi, poszukaj w Google, od tego jest internet. Marysia ma lepsze życzy do roboty niż odpowiadanie takim nieudacznikom życiowym jak ty

      Usuń
  3. To chyba zależy od środowiska :P Dla mnie to naturalne, że mówię ,,dzięki" kiedy przez klasę podawane są kartki, tak samo jak zjem, mówię: ,,dziękuję" nawet w domu, kiedy to mama podawała mi obiad. Tacie też dziękuję, jak mnie gdzieś podwozi, no już nie wspomnę, kiedy robią to obcy ludzie. Dziwi mnie to, że dopiero pobyt w Ameryce musiał Cię nauczyć tego rodzaju uprzejmości. A z drugiej strony przykre właśnie, że nie zostałaś nauczona tego wcześniej chociażby przez rodzinę. No nie chodzi mi właśnie o te sztuczne zainteresowanie: ,,co tam słychać" bo sporo osób zaczyna tak rozmowę tylko jak ma jakiś interes i to mnie strasznie wkurza, ale o te właśnie zwykłe ,,dziękuję".

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziwni ci Amerykanie, wszystko robią na pokaz. U mnie w domu też się nie dziękuje za wszystko. To OCZYWISTE, że jest się wdzięcznym. Nie ma co się afiszować na każdym kroku.

    Jak tak dalej pójdzie to bedą dziękować za podziękowania za podziękowania za podziękowania. Trzeba znać umiar, inaczej można zgubić te nadzwyczajne podziękowanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w Anchorage spotkałem się z uprzejmościami w autobusach. Na wejściu witali się z kierowcą "hallo", a przy wyjściu część osób dziękowała. Natomiast po przelocie do Nowego Jorku - inny świat. Już taki bardziej szorstki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy blog. Podróż do Ameryki to moje marzenie, które mam nadzieję, uda mi się zrealizować. Marzą mi się do zwiedzenia małe, amerykańskie miasteczka, i zwiedzić je jesienią....A potem zajść do knajpki i zamówić burger wołowy z frytkami podany w koszyczku z kolorową serwetką i cola do tego i wsłuchać się w rozmowy ludzi. Ech rozmarzyłam się! Pozdrawi

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
tutaj możesz śmiało wyrazić swoją opinię. Jednak zanim to zrobisz, weź pod uwagę, że większość informacji na tym blogu to też opinie, takie same jak twoja. Nie musisz im wierzyć, nie muszą ci się podobać, ale musisz je szanować. Amen i zapraszam do komentowania :)