sobota, 26 września 2015

Poradnik wymieńca - Jaką fundację wybrać?

Na wstępie zapraszam was na mój nowy instagram: mariakrasowska :)

Nadeszła jesień - czas planowania wymian i wypełniania aplikacji. Przyszli wymieńcy są podekscytowani czekającą ich przygodą (bo jeszcze nie mają pojęcia, ile papierkowej roboty ich czeka :D). Często pojawia się pytanie: Jaką fundację wybrać?

Wchodzimy na stronę biura podróży Foster, gdzie mamy do wyboru kilkanaście fundacji. Na pozór niczym się nie różnią, oprócz ceny. Wchodzimy w Google i trafiamy na Rotary, Why Not USA i różne inne. Tam znów mamy do wyboru pozornie identyczne fundacje.

NO ALE SKORO SĄ IDENTYCZNE, TO SKĄD ROZBIEŻNOŚĆ CEN OD 5000$ DO 20.000$?!

Nie jestem jasnowidzem i nie mam wiele doświadczenia - w końcu wyjechałam z tylko jedną fundacją, innych nie przetestowałam. Ale rozmawiając z koleżankami z innych fundacji i czytając blogi wymieńców doszłam do pewnych wniosków, więc podzielę się z wami moją wiedzą.

Co oferują fundacje, co może wpływać na cenę:
- orientation, najczęściej w Nowym Jorku, czyli kilkudniową wycieczkę ze zwiedzaniem miasta i poradami różnych ludzi dotyczących wymiany, wliczoną w cenę wymiany
- bilet lotniczy wliczony w cenę wymiany
- kieszonkowe na wymianie
- lepsze warunki na miejscu, np. umowa zobowiązująca host rodzinę do płacenia za wasz lunch itp.
- fundacje kasujące 20 tys. $ wysyłają was do szkół prywatnych

Więcej różnic z opisu fundacji raczej nie znajdziecie. Ale różnice są. Tańsza fundacja nie bez powodu oferuje niską cenę:
- mało płaci koordynatorom, którzy wskutek niskiej pensji pracują w dwóch/trzech pracach na raz, nie mają na nic czasu i totalnie olewają swoich podopiecznych
- znajduje rodziny na odwal, żeby tylko znaleźć miejsce dla jak największej ilości wymieńców i zgarnąć kasę
- nie ma nic w ofercie, żadnego orientation, wycieczek, biletu lotniczego.

Natomiast droga fundacja wręcz przeciwnie.

Oczywiście wiele zależy od rodziny, na jaką traficie, od szkoły i koordynatora. W droższej fundacji macie większe szanse na życie w Amerykańskim Śnie, natomiast jadąc z tańszej fundacji prawdopodobnie powtórzycie moją historię, choć znam nieliczne osoby, które są bardzo zadowolone z ISE. Ja jednak odradzam. Dlaczego? Jak czytaliście bloga, to wiecie. Jeśli nie, to przeczytajcie.

Wiem, że w Polskich realiach zarobkowych wyjazd z najtańszą fundacją to często jedyna możliwość, a i tak mocno nadszarpuje budżet rodzinny. Do tego to kieszonkowe! Czyi rodzice są w stanie wybulać 300$ miesięcznie na wasze potrzeby w USA? Jeśli jesteście w takiej sytuacji, to nie martwcie się. Jedźcie. Gwarantuję wam, że spokojnie przeżyjecie mając 50$ miesięcznie na różne wydatki. Kto chce zaszaleć i zasponsorować sobie całkiem nową garderobę (patrz: ja), może znaleźć pracę jako opiekunka do dzieci i zarabiać 10$ na godzinę. Polecam :)

A złą rodzinę można zmienić, więc tego też się nie obawiajcie :)

16 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że piszesz ten poradnik! Na wymianę niestety nie pojadę teraz, ale doperio na 2017/18, mimo to, nie mogę się już doczekać! Jesteś strasznie kochana i na pewno pomogłaś wielu osobą w tym mi, bo główne dzięki tobie dowiedziałam się, że coś takiego w ogóle istnieje. Mam pytanie. Jakbyś mogła wyjechać na wymianę jeszcze raz, z jakiej fundacji byś wyjechała? Zapłaciłabyś więcej aby mieć szanse wybrać stan? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Na pewno wyjechałabym z jakiejś droższej, która ma orientation. Zapłaciłabym za wybór Kalifornii.

      Usuń
    2. Kalifornia to fajny pomysł, a nie bałabyś się? Mam na myśli, że niektórzy piszą, że gdy wybierasz stan mogą nie znaleźć pasującej do ciebie rodziny i wrzucą Cię do pierwszej lepszej. Sama na początku chciałam zapłacić za wybór, miałam w plane 3 stany Illinois, Kalifornia i Nowy Jork, ale po tym co się naczytałam chyba jednak z tego zrezygnuję :(

      Usuń
    3. To nie jest prawda, oni tych rodzin mają od groma. Myślałam tak samo więc nie wybrałam stanu i trafiłam na okropną rodzinę. Lepiej wybrać stan i najwyżej zmienić rodzinę w razie potrzeby, ale najprawdopodobniej nie będzie trzeba.

      Usuń
    4. Rodzin goszczących wcale nie jest tak dużo....

      Usuń
  2. "że w Polskich realiach" - nie przystoi, szczególnie takiej osobie, co ma w nawyku wytykanie innym, no i książki pisze ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czemu odpowiadasz tylko na wybrane pytania zostawiane w komentarzach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadam tylko na te, gdzie mam coś sensownego do powiedzenia

      Usuń
    2. Nie trzeba na wszystko odpowiadać, ale własne błędy ortograficzne na swoim blogu wypadałoby poprawić, czyż nie?

      Usuń
  4. Wiesz, nie zgodzę się, że jeśli jest organizacja tania, to jest zła, koordynatorzy mają małą pensję / nie ma orientacji / złe rodziny / nie ma wliczonego biletu
    Osobiście jechałam z Rotary i nie żałuję tego. Bilet znalazłam samodzielnie. Miałam koordynatorkę, u której mogłam nawet spędzić noc, gdyby coś nie układało się z rodziną. Miałam counselor, która mnie zabierała co tydzień do kościoła, gdyż moja rodzina była nie wierząca.
    I tak jak pierwsza host rodzina nie była tą wymarzoną, tak druga rodzina była dla mnie rodziną, którą pokochałam.
    I może nie miałam takiego orientation jak niektórzy w Nowym Jorku, ale raz w miesiącu spotykałam się z innymi wymieńcami na wycieczkach np w Filadelfii, NYC, czy DC.
    To co jeszcze uwielbiam w Rotary, to marynarki z przypinkami, gdzie zapisałam historię mojej wymiany :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A może taki sposób na wyjazd, szczególnie dla tych, których finanse ograniczają:
    http://www.glos.pl/node/15055

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PROMOCJA. Rok nauki w USA za darmo? To możliwe, dzięki Programowi FLEX!

      Usuń
  6. Strasznie lubie twojego bloga , też jade na wymiane na rok 16/17 !! :D
    http://hellooo-usa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja osobiście też się nie zgodzę jeśli chodzi o fundację, że im tańsza tym gorsza. Mam na myśli Rotary. Według mnie jest to najlepiej zorganizowana (sorry za powtórzenie) organizacja. Mają większą kontrole nad tobą, bo pieczę nad tobą sprawuje club goszczący i wyznaczony przez niego counselor. Dobre jest również to, że co 3 miesiące około zmienia się rodziny. Jak trafisz do mniej fajnej, to jest nadzieja, że kolejna będzie lepsza. Kolejnym ogromnym plusem są wycieczki z innymi wymieńcami z całego świata, które najczęściej są fundowane przez wspaniałomyślnych rotarian :D
    Jak Madzia wyżej wspomniała, ja również uważam za naprawdę super pomysł marynarki z przypinkami :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej Marysiu ,
    Mam parę pytań :
    Czyli głównie Amerykanie mają wylane na tych co przyjeżdżają ? Nie ma szansy się z nimi zaprzyjaźnić , a zobaczyć choć części stanów ( miast ) to już wogóle , bo przez cały czas się siedzi w jakimś miasteczku ? (Wybacz , jeśli zabrzmiało to arogancko albo coś , ale przeżywam lekki szok czytając twoją historię , poza tym zastanawiam się jak to będzie skoro jestem z Warszawy (nawet spore miasto ) przerzucić się na małe miasteczko (uczucie nieswojości ) .
    Czy są szanse na to , że przydzielą ci hosta w jakimś mieście (np. na zachodzie USA) ?

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku,
tutaj możesz śmiało wyrazić swoją opinię. Jednak zanim to zrobisz, weź pod uwagę, że większość informacji na tym blogu to też opinie, takie same jak twoja. Nie musisz im wierzyć, nie muszą ci się podobać, ale musisz je szanować. Amen i zapraszam do komentowania :)