piątek, 4 lipca 2014

DZIEŃ #12 + pierwszy VLOG

Witajcie :)

Dzisiaj nie robiłam zdjęć jedzenia (czy kogoś to w ogóle obchodzi, poza mną? xD), bo mama zabrała aparat do pracy. Za to wczoraj udało mi się nakręcić pierwszego vloga, rezultat jest tutaj:


Co sądzicie? Robić więcej vlogów? Macie pomysły, o czym mogłyby być?

Dzisiaj nie robiłam nic specjalnego, głównie poprawiałam moją książkę (10 rozdziałów już za mną, jeszcze 16) oraz czytałam Harry'ego Pottera. Jakoś zabrakło mi czasu na sport. Jutro przyjeżdża do mnie moja przyjaciółka Ada i robimy noc filmową Harry'ego Pottera, więc pewnie nie będzie posta.

Podsumowanie 12 dnia Wyzwania:

Sport:
nic, no trudno, nadrobię kiedy indziej

Jedzenie:
śniadanie: jajecznica i kanapka z Bieluchem, ogórkiem i pomidorem
II śniadanie: plaster arbuza, 2 brzoskwinie UFO
obiad: 2 kameduły (coś a la gołąbki, tylko lepsze - zdjęcie macie we wczorajszym poście)
przekąska: lód truskawkowo-bananowy domowej roboty
kolacja: sałatka taka sama, jak zazwyczaj

Ocena:
+4 (za brak sportu)

czwartek, 3 lipca 2014

DZIEŃ #11 pełen sportu

Witajcie :)

Już 11 dzień Wyzwania... ale ten czas szybko leci! Niedługo dostanę rodzinę, wylecę do USA, a rok za wielką wodą minie jak z bicza strzelił i już będę z powrotem w Polsce lub i nie (liczę na to drugie xD). Ale zostańmy przy dzisiejszym dniu:

Sport:
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
rolki - 40 minut
taniec i akrobatyka - 120 minut

Jedzenie:
śniadanie: musli z kefirem + otręby + pestki dyni + wiórki kokosowe
II śniadanie: zupa jarzynowa
obiad: 2 kameduły (coś a la gołąbki, tylko lepsze)
kolacja: 100g jogurtu greckiego i plasterek schabu

Ocena:
6!

Dzisiaj miałam ponad 3 godziny sportu, więc jestem bardzo zadowolona :) Przejście w tył z siadu idzie mi coraz lepiej, ale piruety dzisiaj mi nie szły. Pozostaje trening, trening i jeszcze raz trening, a na pewno będzie lepiej.

Tak spędzam wakacje:


A to dzisiaj jadłam:




Wygrana w konkursie!!!

Witajcie :)

Właśnie dostałam wiadomość z serwisu lubimyczytac.pl, że wygrałam kolejny konkurs :) Już czwarty! Nagrodą jest książka "Uprowadzeni", to jakiś kryminał/thriller, czyli nie moja działka, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Biorę udział w tych konkursach po to, żeby doskonalić moje pisanie, a nagrody są jedynie miłym dodatkiem.

Tym razem temat pracy konkursowej brzmiał: Jaki powinien być idealny detektyw?

A oto moja praca:

Wymagania do zawodu detektywa w "Sherlock Co.":

1. Idealny detektyw powinien być niewidzialny, ewentualnie sprawiać wrażenie niewidzialnego.
2. Doświadczony i zaznajomiony z zasadami działania przestępców.
3. Nowoczesny. Wyobrażacie sobie detektywa, który bazgrze w notatniku, zamiast cyknąć fotkę smartphonem i jednocześnie nagrać głos? To byłby naprawdę kiepski detektyw.
4. Mądry. No cóż, do tej roboty ćwierćinteligentów nie przyjmujemy. Poszukaj w innej firmie.
5. Lubiący zmiany. Codziennie w życiu pojawia się tyle nowości, że nie każdy jest w stanie to ogarnąć. Ale detektyw musi, ponieważ przestępcy są z technicznymi nowinkami zaznajomieni.
6. Przygotowany na każdą okoliczność. Serio, w tej robocie nie da się przewidzieć, co się człowiekowi przytrafi. Podczas pościgu możesz być zmuszony skoczyć z wieżowca lub udawać szefa kuchni we francuskiej restauracji. Nigdy nic nie wiadomo.
7. Nie kłócić się o podwyżkę. NIE DAJEMY PODWYŻEK!!! Na ile zapracujesz, tyle zarobisz.

Po zalogowaniu, zaakceptowaniu naszego regulaminu oraz polityki cookies, złóż nam swoje CV. Jeśli spełnisz podane wyżej wymagania, zatrudnimy cię na okres próbny. Jeśli przeżyjesz, przedłużymy umowę.

DZIEŃ #10 + klocki Lego

Witajcie :)

Wczoraj wieczorem dosłownie padłam i nie miałam już siły, żeby cokolwiek napisać. Poczytałam tylko książkę przed snem i tyle. No nic, nadrobię to teraz. Minęła już 1/3 wyzwania i powiem wam, że może nareszcie uda mi się zwalczyć moje uzależnienie od słodyczy :D Wczoraj mama z siostrą objadły się jakąś czekoladą, z resztą sama nie wiem, co to było, bo poszłam do pokoju, ale w ogóle mi się nie chciało słodkiego. I do tego mama oglądała na aparacie zdjęcia z weekendu i zobaczyła zdjęcia ciastek, które sprzedawałam. Chciała, żebym je upiekła, ale krzyknęłam z pokoju, żeby sama sobie upiekła, bo gdybym rzeczywiście ja to zrobiła, to całe 10 dni poszłoby na marne. Także trzymam się super, oto podsumowanie wczorajszego dnia:

Sport:
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
rozciąganie do szpagatów - 30 minut

Jedzenie:
śniadanie: kanapki z ciemnym chlebem słonecznikowym: jedna ze schabem, druga z białym serem, ogórkiem i pomidorem i zielona herbata
II śniadanie: pół melona
obiad: zupa pomidorowa
II danie: (1,5 godziny później) ryż z jabłkami
kolacja: sałatka z serem żółtym, pomidorem, oliwkami, orzechami w musztardzie i w miodzie

Ocena:
5

Mój ulubiony kubek od najlepszej cioci :)


Nie ma nic lepszego, niż sałatka!
NIC!!!


Po treningu z Ewą Chodakowską nie chciało mi się rozciągać, ale zmusiłam się, bo niedługo kręcę 5 sezon Zwariowanych. A nie chciało mi się dlatego, że czytałam książkę i chciałam ją jak najszybciej skończyć, bo mnie wciągnęła. Udało mi się pogodzić obie te rzeczy i rozciągałam się, czytając książkę :)

Przed południem skończyłam budować z siostrą domek dla lalek z klocków lego i wyszło nam całkiem fajnie. Ja byłam głównym architektem i budowniczym, ale Maja pomagała mi w szukaniu klocków (co nie jest takie łatwe, gdy się ma dwadzieścia parę zestawów wsypanych do jednej szuflady). Zdjęcia naszej budowli umieszczam na dole.

Potem czytałyśmy książki - ja Harry'ego Pottera, a ona komiks Garfielda, a następnie oglądałyśmy 2 odcinki Pippi Langstrumpf. To moja ulubiona książka z dzieciństwa (razem z Dziećmi z Bullerbyn i Kocimi Historiami) i uwielbiam ją do dziś, tak samo jak i filmy. Mimo że są stare, obraz jest kwadratowy, blady i migoczący, to i tak je kocham <3 Dlaczego teraz nie robią takich fajnych filmów, tylko puszczą tym dzieciom ogłupiające kucyki Pony, których nie da się nawet słuchać, i wypiorą im mózg?! Jak Maja czasem ogląda to Mini Mini, to aż mnie mdli.

A tak się prezentuje nasz domek dla lalek:


przedpokój

















środa, 2 lipca 2014

10.000 wyświetleń bloga i wakacyjna TO DO LIST

Witajcie :)

Na moim blogu właśnie wybiło 10.000 wyświetleń. Cieszę się, że ktoś go w ogóle czyta i jestem mile zaskoczona, że dobiłam do tak dużej liczby odsłon, mimo że jeszcze nie wyjechałam do USA :) Dziękuję Wam wszystkim, jesteście super! Ciekawe, co będzie, kiedy już wyjadę :D

Druga rzecz, o której muszę wspomnieć, to mała zmiana. Dostaję coraz więcej komentarzy i marnuję sporo czasu, sprawdzając kilkanaście razy dziennie skrzynkę odbiorczą i patrząc, czy ktoś może coś skomentował. Postanowiłam z tym skończyć i od teraz będę odpowiadać na wasze komentarze w osobnych postach, planuję robić to 2 razy w tygodniu. Pierwszy post tego rodzaju powstanie prawdopodobnie w niedzielę, ale jeszcze nie wiem, wszystko wyjdzie w praniu.

Teraz główna część posta, czyli moja TO DO LIST na wakacje :) Postanowiłam opisać to na blogu, żebym w każdej chwili mogła zajrzeć i zobaczyć, co mam do zrobienia. Gdybym spisała te zadania na kartce, pewnie zgubiłabym ją jeszcze dzisiaj, biorąc pod uwagę liczbę kolorowych karteczek walających się po moim pokoju :) Zebrałam wszystko do kupy i tak oto powstała poniższa lista:


  1. Nagrać 5 sezon "Zwariowanych", obrobić filmiki i wrzucić je na YouTube. Zaplanować premiery i wstawić wszystkie adnotacje.
  2. Zrobić korektę wszystkich rozdziałów mojej książki i pozabijać przysłówki :D
  3. Zacząć kręcić vlogi (mam zamiar już w tym tygodniu).
  4. Nagrać serię filmików o zdrowym odżywianiu (na prośbę fanów "Zwariowanych"), która będzie emitowana całe wakacje.
  5. Uczyć się hiszpańskiego - mam książkę Beaty Pawlikowskiej i doszłam już kiedyś do 40 strony, ale znudziło mi się i muszę się wziąć z powrotem do roboty.
  6. Przeczytać następujące książki:
  • City of heavenly fire
  • Two truths and a lie
  • Hide and seek
  • Cross my heart, hope to die
  • Molly Moon and the monster music
  • Uczennica maga
  • Bogata kobieta
  • saga Zmierzch (jeszcze nigdy tego nie czytałam xD)
  • Wywieranie wpływu na ludzi
  • Władca Pierścieni
  • Niezgodna
  • seria o Harrym Potterze (czytałam to już ze dwadzieścia razy, ale to było dawno i muszę sobie odświerzyć; teraz czytam 2 część)
To by było na tyle :) Wieczorem dodam post z opisem dnia i wyzwania.

coraz częściej się tak czuję!

jedyny wierszyk, jaki znam :)

Potwierdzam! Uwielbiam czytać kilka razy to samo!

wtorek, 1 lipca 2014

DZIEŃ #9 + wakacyjny live + wypad do kina na Transformers

Witajcie :)

Dzisiejszy dzień był odlotowy! Zacznę od podsumowania dziewiątego dnia Wyzwania:

Sport:
rower - 60 minut

Jedzenie:
śniadanie: wafle ryżowe z Bieluchem (biały serek), jabłkiem, otrębami i cynamonem
II śniadanie: 2 brzoskwinie UFO
obiad: ryż z jabłkami

kolacja: kanapka ze schabem ze śliwką

Ocena:
-5

Minus za dokładkę ryżu, która nie była potrzebna, ale w sumie była mała, więc nic wielkiego się nie stało. Rowerem jechałam do kina, wybrałam się z przyjaciółką na Transformers 4. Film był całkiem spoko, choć trochę mnie zmęczył na końcu. 3 godziny walki, trzęsienia ekranu i strzelaniny! Osobiście ubóstwiam pierwsze dwie części, ponieważ nich fabuła zawiera się w czymś więcej niż: "ZABIĆ ICH!" oraz "GIŃ!", co jest motywem przewodnim dwóch ostatnich filmów. Ale i tak mi się podobało. Część akcji toczyła się w Teksasie, więc naoglądałam się krajobrazów, które prawdopodobnie będę oglądać przez cały przyszły rok szkolny, ale jeszcze nie wiadomo. Póki co, czekam na host rodzinę.

Zdjęcia jedzenia z dzisiaj:
śniadanie, które jadłam prawie każdego ranka przed szkołą
(czasem z jabłkiem, a czasem z bananem)

obiad ( a raczej 2/3 obiadu)
Siedziałam znowu w domu z siostrą i dzisiaj byłyśmy w bibliotece. Wypożyczyłyśmy dla niej komiks "Garfield", ponieważ jest tam mało czytania a dużo śmiechu, więc może ją to zachęci do czytania książek :) Non stop pyta mnie, czy może obejrzeć bajkę, a ja jej nie pozwalam, ponieważ TV zabija kreatywność i Maja się cały czas nudzi. Kiedy zacznie znajdować sobie ciekawe zajęcia, to będę jej pozwalać na krótką bajkę. Na razie mamy taką umowę, że ile czasu będzie czytać książkę (lub komiks), tyle czasu będzie mogła oglądać. Dzisiaj zarobiła 30 minut :D Poza tym dalej budowałyśmy z klocków lego, a Maja tworzyła z lalek figury akrobatyczne.
basen według mojego projektu

ogród według wizji Mai

pokój stworzony przeze mnie

jeszcze nie skończona całość

jedna z figur akrobatycznych

O 12:00 robiłyśmy live'a na YouTubie, który przeciągnął się do 2 godzin! Dostałyśmy prawie 700 pytań, także postarałam się opowiedzieć na wszystkie, ale pewnie coś pominęłam, więc wybaczcie. Bardzo miło się gadało z widzami, na pewno to kiedyś powtórzymy. Czy ktoś z Was oglądał? Jak nas było słychać i widać? Nagranie pojawiło się na naszym kanale i obejrzałam sobie kawałek, ale dźwięk i obraz nie zgrywały się w czasie. Czy podczas live'a też tak było? Dało się nas zrozumieć? Dajcie znać :) 

Do zobaczenia w kolejnym poście już jutro!


poniedziałek, 30 czerwca 2014

DZIEŃ #8

Witajcie :)

Dzisiaj nie będę się rozpisywać, podsumuję ósmy dzień Wyzwania z Ewą Chodakowską, no i dodam krótką notkę z opisem dnia:

Sport: 
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
rozciąganie i akrobatyka - 30 minut

Jedzenie:
śniadanie: jajecznica z białek i wafel ryżowy z białym serem i rzodkiewką

obiad: warzywa na patelni i
 paluszki rybne
kolacja: ryż z truskawkami

Ocena:
5

Dzisiaj musiałam siedzieć w domu z siostrą, ponieważ jej przedszkole jest w wakacje zamknięte. Uczyłam ją angielskiego i budowałyśmy domek dla lalki z klocków Lego. Poza tym poprawiłam 4 i 5 rozdział mojej książki. Zabrałam się za 2 część Harry'ego Pottera, czytam to już chyba z dwudziesty raz, ale od kilku lat nie czytałam, więc sobie odświeżam. Ta seria jest światowym bestsellerem, więc warto podpatrzeć, co się w niej wyróżnia, żeby potem wsadzić to do swojej książki xD Pierwsza zasada, której się nauczyłam, brzmi: "KILL THE ADVERBS, KILL THEM ALL", sama autorka mówiła o tym w wywiadzie. Napisałam po angielsku, bo dla mnie tak brzmi lepiej. Adverbs, czyli przysłówki, to słowa kończące się na -e oraz -o, np. dobrze, szybko, lekko, ładnie. Po dłuższych oględzinach stwierdzam: "ŚMIERĆ PRZYSŁÓWKOM!". Zabijam je wszędzie, gdzie tylko się da. I wiecie co? Tekst czyta się o wiele płynniej :)

Na koniec zdjęcia jedzenia z dziś:
pychotka!

To porcja dla mnie. Moja siostra zjadła 2x więcej paluszków i 6x mniej warzyw :D
No i dobrze, więcej dla mnie. Ubóstwiam te warzywa <3

Zapomniałam, że mam zrobić zdjęcie, i zaczęłam już jeść xD Wybaczcie :)

Czat na żywo na YouTube

Witajcie :)

Jutro o 12:00 razem z moją siostrą robimy czat na żywo na YouTube. To jest ta niespodzianka z okazji 2.000.000 wyświetleń :) Zapraszam was wszystkich, wystarczy że jutro klikniecie w ten link: https://www.youtube.com/watch?v=x1sU6ccGspk i możecie oglądać. Będziemy odpowiadać na wszystkie wasze pytania, także przygotujcie sobie listę. W tym poście to tyle, wieczorem będzie drugi post.

niedziela, 29 czerwca 2014

DZIEŃ #7 + Biznes się kręci

Witajcie :)

Zacznę od podsumowania 7 dnia Wyzwania, który wypadł BARDZO dobrze i jestem z siebie dumna :D Nie zjadłam ANI JEDNEGO ciastka!!! Podsumowanko:

Sport: 
to samo, co wczoraj: chodzenie i sprzedawanie ciastek przez kilka godzin

Jedzenie:
śniadanie: twarożek, pomidory, kromka ze schabem ze śliwką, który piekła babcia i kawałek oscypka

II śniadanie: kawałek arbuza
obiad: pierogi z jagodami, sztuk 6
kolacja: indyk nadziewany serem feta i suszonymi pomidorami, ziemniak, mizeria (to co wczoraj, ale dzisiaj zrobiłam zdjęcie)

Ocena:
+5


Teraz zdjęcia tego jedzenia, a poniżej druga część posta:

śniadanie

obiad

kolacja
Sprzedaż ciastek poszła mi dzisiaj o wiele lepiej, niż sobie wyobrażałam. Sprzedałam wszystkie 41 ciastek, nie zjadłam ani jednego ;) Ludziom smakowały, jedna pani dała mi nawet swojego maila, żebym jej wysłała przepis, więc chyba wyszły dobre. Sprzedawałam je razem z siostrą, podchodziłyśmy z pełnym koszykiem do ludzi i mówiłyśmy, że sprzedajemy ciastka, a oni kupowali. Oczywiście nie było to aż tak proste, sprzedaż to bardzo trudna sztuka, przekonuję się o tym od 4 lat, ale też bardzo opłacalna. Można się na tym dość dobrze wzbogacić. Mój tato jest właśnie sprzedawcą (i nie tylko, bo zajmuje się także energią odnawialną, czyli kolektory słoneczne, kotły i takie tam...), mieszka teraz w Stalowej Woli, a w ten weekend nie przyjechał do domu, bo miał imprezę integracyjną w pracy, więc zadzwonił do mnie i pogadaliśmy sobie o technikach sprzedaży xD (jeśli to kogoś obchodzi, to chętnie napiszę o tych technikach post, czytałam genialną książkę na ten temat).

Po powrocie do domu z pustym koszykiem w oczekiwaniu na kolację przeliczyłam pieniądze. Mój przychód wyniósł 265 zł z dwóch dni, ale dzisiaj sprzedałyśmy dwa razy więcej, co potwierdziło moją obserwację z zeszłego roku. Odjęłam od tego 50 zł kosztów (składniki potrzebne do upieczenia ciastek), więc dochód wyniósł 215 zł! I'm rich! Pa pa, zwierzątka z koralików, od teraz przerzucam się na sprzedaż żarcia - ludzie w XXI wieku kochają żarcie!

Wieczorem zajęłam się wprowadzaniem poprawek do mojej książki (którą możecie przeczytać tu: klik). Poprawiłam 3 pierwsze rozdziały, czyli zostało mi jeszcze 23 xD Mam zamiar uporać się z tym w tym tygodniu. Noc filmowa z przyjaciółką, którą miałyśmy robić jutro, niestety nie wypali, ponieważ muszę siedzieć z siostrą w domu, dlatego że w lipcu zamknęli jej przedszkole :( Ale za to we wtorek idę do kina na Transformers, a noc filmową zrobimy chyba w weekend. To już tyle na dzisiaj, padam z nóg i idę spać. Do jutra :)

DZIEŃ #6 + Sprzedaję ciastka na jarmarku

Witajcie :)

Nie dodałam wczoraj postu, ponieważ przez to sprzedawanie ciastek byłam wykończona. O dziesiątej rano poszłam z siostrą do parku, gdzie odbywała się impreza (wystawa zwierząt + coś w stylu jarmarku, mnóstwo straganów itp.) i zaczęłyśmy sprzedawać. Po sprzedaniu kilkunastu ciastek Maja była zmęczona, więc wróciłyśmy do domu i zjadłyśmy mnóstwo owoców, bo to było jedyne, czego nam się chciało, zwłaszcza arbuza z lodówki. Poczytałam jej Percy'ego Jacksona, normalnie czytam jej to na dobranoc, ale teraz była strasznie zmęczona, więc się położyła na kanapie ,a ja jej poczytałam. Po godzinie wróciłyśmy i sprzedawałyśmy prawie do trzeciej, a potem jeszcze koło czwartej poszłam już sama, Maja poszła z mamą oglądać wszystkie stragany i zwierzęta. Bez niej nic nie udało mi się sprzedać! Wróciła do mnie jeszcze potem, i mimo że było już mało ludzi, to sprzedałyśmy 5 ciastek! Ludzie kupowali, jak im mówiłyśmy, że zbieramy na trampolinę xD Jak byłam sama, to nie mogłam tego powiedzieć, bo by mi nie uwierzyli. Po powrocie do domu upiekłam jeszcze 40 ciastek, które sprzedam dzisiaj (a przynajmniej mam taką nadzieję).

W piątek przyjechała do nas babcia, a wczoraj jeszcze ciocia z dziećmi, ponieważ mama zaprosiła ją na wystawę zwierząt, żeby dzieci miały frajdę. I to są chyba dwie najmilsze osoby w mojej rodzinie :) Dzięki nim mój dzień był mega udany, babcia zrobiła najlepszy obiad świata (jak to babcia) i zjedliśmy go wszyscy wspólnie, jak za dawnych dobrych czasów, kiedy u babci mieszkało jeszcze całe rodzeństwo mamy. Jedynym przedstawicielem płci męskiej w naszym gronie był synek cioci, siedmiomiesięczny Hugo, najcudowniejszy bobas świata i chyba jedyny bobas, który mnie nie wkurza. Nie przypominam sobie, żebym choć raz usłyszała jego krzyk. W ciszy pełza po dywanie lub siedzi na czyichś rękach, w ogóle nie płacze ani nie jęczy. Jakby go nie było. A jak go nosiłam na rękach, to się tak słodko do mnie uśmiechał :)
nasze ciacha, z boku leży mój telefon dla porównania

W trzech ostatnich latach też sprzedawałam na tej imprezie, tylko że nie ciastka, ale własnoręcznie robione zwierzątka z koralików (tu możecie zobaczyć zdjęcia). Zarabiałam ok. 150 zł w dwa dni. Pamiętam, że pierwszego dnia sprzedałam 2 zwierzątka, a drugiego kilkanaście. Po prostu w niedzielę przychodzi więcej ludzi. Mam nadzieję, że dzisiaj będzie tak samo. O 9:45 już muszę tam być, ponieważ chwilę później z kościoła wyleje się masa ludzi i wszyscy pójdą do parku na imprezę. Tyle potencjalnych klientów! Zobaczymy, jak mi dzisiaj pójdzie i wieczorem wam wszystko opiszę. Jeśli macie jakieś pytania, zadawajcie w komentarzach, na wszystkie odpowiem w wieczornym poście.

A oto podsumowanie szóstego dnia Wyzwania:

Sport: 
chodzenie i sprzedawanie ciastek przez dobre pół dnia

Jedzenie:
śniadanie: twarożek, pomidory, kromka z masłem, kawałek oscypka
II śniadanie: kawałek arbuza, brzoskwinie
obiad: indyk nadziewany serem feta i suszonymi pomidorami, ziemniak, mizeria  oraz pierogi z jagodami. 
Między tymi daniami było kilka godzin przerwy, jednak z powodu ciągłego biegania w tą i z powrotem na jarmark, za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć, co zjadłam najpierw. Pierogi zjadłam o trzeciej (tego jestem pewna, bo mam zdjęcie), a indyka chyba bardziej w okolicach kolacji, ale równie dobrze mogłam zjeść go wcześniej. Po prostu nie wiem! Katastrofa!
wszystko, co zjadłam później: 2,5 ciastka, kawałek arbuza, brzoskwinia, koktajl jagodowo-truskawkowy; to chyba tyle, ale nie jestem pewna - czyli jest źle, wręcz karygodnie

Ocena:
3+

Trója za to, że nie jestem do końca pewna, co zjadłam po obiedzie. Nie zjadłam normalnej kolacji, tylko dziubdziałam po trochu różnych rzeczy, co jest bardzo złe, bo człowiek nie jest w stanie kontrolować ilości zjedzonych rzeczy. Poza tym zjadłam aż 2,5 ciastka, choć nie powinnam jeść w ogóle. No ale była u mnie i ciocia, i babcia, i każdy zjadł ciastka, które się nie sprzedały (było ich z 10), a jak wszyscy jedzą, no to weź nie jedz! Nie da się!!! No, da się, ale jest to trudne. W każdym razie dzisiaj obiecuję nie zjeść ani jednego, nie ważne, ile mi zostanie. Lepiej wyrzucić niż tyć, nie mówiąc już o tym, że słodycze mają prawie zero wartości odżywczych (prawie, bo czekolada ma np. magnez, ale istnieje milion lepszych źródeł magnezu).

Na koniec zdjęcia tego, co zjadłam:

prawie zawsze w weekendy jemy takie śniadanie, to już taka tradycja :)

babciowe pierogi z jagodami

koktajl jagodowo-truskawkowy