wtorek, 13 maja 2014

Zdrowy styl życia - wstęp

Witajcie!

Jako że na razie nie mam co pisać o wymianie, postanowiłam opowiedzieć co nieco o moim stylu życia i ogólnie o zdrowym odżywianiu, ponieważ się tym interesuję i uważam, że temat jest na czasie. Dostałam sporo wiadomości na ten temat na moim kanale na YouTube, więc stwierdziłam, że będę pisać posty z tej serii w każdy wtorek i czwartek (ale zważając na sezon poprawiania ocen w szkole - nic nie obiecuję!).

Zacznijmy od tego, o co w ogóle chodzi z tym zdrowym stylem życia. Dużo się o tym mówi w ostatnim czasie, zwłaszcza że otyłość i inne choroby cywilizacyjne, np. rak i cukrzyca dotykają coraz więcej osób. Nie chodzi tu o mordercze diety, katowanie się fitnessem czy kupowanie organicznego żarcia, które wyróżnia się jedynie mocno zawyżoną ceną. Chodzi o dbanie o siebie - o swoje ciało - tak aby służyło nam jak najlepiej i jak najdłużej. Zdrowie mamy tylko jedno i musimy o nie dbać.

Mam nadzieję, że nie jadą do McDonalda xD
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego czasami jesteśmy ospali i mamy ochotę leżeć na kanapie i nudzić się przez cały dzień? Albo dlaczego niektórym osobom włosy bardziej się przetłuszczają a ich cera jest w stanie klęski dermatologicznej? Lub dlaczego z roku na rok (a raczej z wiosny na wiosnę) na ulicy widzimy coraz więcej grubasów z tłuszczem wyciekającym zza mocno zaciśniętego paska od spodni? I dlaczego coraz więcej osób choruje na raka? W większości przypadków (znacznej większości!) odpowiedzią jest nieprawidłowy styl życia.

ZDROWE ODŻYWIANIE
"Jesteś tym, co jesz" - to bardzo ważne cztery słowa i w 100% prawdziwe. My, ludzie żyjący w XXI wieku, jesteśmy pewnego rodzaju eksperymentem. Większość tego, co jemy, jest zmodyfikowana genetycznie i napchana chemią do granic możliwości. Nikt nie wie, jaki wpływ będzie to miało na nas po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach, bo zbadanie skutków długofalowych wymaga czasu. Jesteśmy pokoleniem, na którym przeprowadza się taki test. Jedno jest pewne - jego wyniki nie będą zachwycające. Wszystko, co w badaniach krótkoterminowych okaże się niezbyt szkodliwe dla człowieka, jest dopuszczane do produkcji, reklamowane w mediach bombardujących nas chwytami marketingowymi każdego dnia i sprzedawane. Dlatego musimy uważać na to, co jemy. Nie każę nikomu sadzić sałaty na balkonie ani samodzielnie polować. Wystarczy czytać etykiety.
Niepogardziłabym <3

Niezdrowych dodatków do żywności nie sposób wymienić, dlatego na blogu będę pisać o tych najbardziej szkodliwych i najczęściej stosowanych. Co robi z nami mleko w proszku, dlaczego pszenica jest niezdrowa, czy powinniśmy pić mleko, czy "pożywny kotlecik z ziemniaczkami" naprawdę jest pożywny? O tym będę pisać w kolejnych postach.

SPORT
Każdy z nas wie, że ruch jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Jednak w dzisiejszych czasach ludzie mają tendencję do ułatwiania sobie życia do tego stopnia, że nie ruszają się prawie nic. Jadą do pracy SAMOCHODEM (niektórzy nawet pracują w domu), wracają do domu i siadają przed TELEWIZOREM, zakupy zamawiają przez INTERNET, ze znajomymi spotykają się na FACEBOOKU (lub skype, jeśli chce im się gadać). Fryzjera mogą ZAMÓWIĆ do domu, obiad też (często jest to pizza), film wypożyczają kilkoma kliknięciami pilota, zamiast iść do kina. Oczywiście wyolbrzymiam, ale łapiecie, co mam na myśli. Trzeba zacząć się ruszać! Podnieść swoje zwłoki z kanapy i utrudniać sobie życie. Wystarczy choćby pojechać rowerem do szkoły. O tym też będę pisać w kolejnych postach.

TRYB ŻYCIA
Czyli to, o której godzinie się budzimy, kiedy jemy posiłki, ile się ruszamy, jak spędzamy wolny czas, kiedy kładziemy się spać. To wszystko ma przeogromny wpływ na nasze zdrowie. Poranne wypicie kawy, spędzenie kilkunastu godzin w ciągu doby na siedząco, nafaszerowanie się suplementami diety, aby na pewno nie zabrakło nam składników odżywczych i połknięcie wieczorem tabletki nasennej nie wpłynie na nas pozytywnie. Ten temat również będę poruszać.
A czapka gdzie?! W taki upał przecież udaru można dostać...

Wiecie już, czego się spodziewać w kolejnych wpisach. Jeśli macie jakieś pomysły, piszcie w komentarzach. Dzisiaj przedstawię wam jeszcze kilka przerażających faktów z polskich statystyk:

- 51% Polaków przyjmuje regularnie suplementy diety
- 19% jest wieczorem tak zmęczone, że nie może zasnąć
- 84% spędza czas wolny oglądając TV
- 40% w ogóle nie ćwiczy
- 44% pali papierosy regularnie
- 73% je co chce i kiedy chce nie zważając na zdrowie
- 29% nie ma poczucia, że ich zdrowie leży w ich własnych rękach
- 39% ma nadwagę (to jest co trzeci Polak!!!)
- 50% nie potrafi schudnąć, niezależnie co robi
- 63% nie jada kolacji (dla jasności - kolacja jest BARDZO ważna, napiszę o tym jeszcze)

poniedziałek, 12 maja 2014

Wiza tuż tuż...

Witajcie!

Wczoraj dostałam maila od mojej fundacji, że mogę zacząć ubiegać się o wizę! Jak każdy wymieniec będę jechać na wizie J-1, chyba że ktoś wyjeżdża do szkoły prywatnej, wtedy dostaje F-1. Posiadacz wizy J-1 może wjechać do USA 30 dni przed rozpoczęciem programu wymiany i wyjechać do 30 dni po jego zakończeniu.

W wiadomości dostałam instrukcje dotyczące wypełniania wniosku i wszystkich papierów. Czuję się mniej więcej tak samo zagubiona jak wtedy, gdy pierwszy raz ujrzałam swoją aplikację. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy po przeczytaniu tego wszystkiego to: ŻE CO, PROSZĘ?! Tego jest tak dużo i na dodatek jest to masakrycznie zagmatwane, no ale cóż. Jakoś przebrnę przez to wszystko. Na razie muszę iść do fotografa i zrobić zdjęcie wizowe. Nienawidzę takich zdjęć, bo zawsze wychodzi się na nich okropnie. Pociesza mnie fakt, że to zdjęcie na pewno nie będzie gorsze od paszportowego, na którym wyglądam jak córka mordercy (serio, nie przesadzam!), bo się po prostu nie da.

Potem będę chyba zakładać konto na stronie ambasady i kiedyś tam odwiedzę konsula, ale do tego jeszcze daleka droga. Mam nadzieję, że uda mi się zakończyć ten proces w maju. Chciałabym być już w Stanach, mam serdecznie dość polskiej szkoły i tych wszystkich pierdół, które musimy wkuwać na pamięć.

Do napisania :)

piątek, 9 maja 2014

NARESZCIE!

Witajcie:)

Nie, nie dostałam oficjalnego maila o wymianie, choć z tytułu posta mogłoby tak wynikać xD Ale udało mi się skontaktować z host mom!!! Zobaczyłam zieloną kropkę przy jej imieniu na fejsie, więc stwierdziłam, że napiszę do niej. A co, najwyżej nie odpisze i tyle. Więc zaczynam od zwykłego "Hello, how are you?"

...

wyświetlone 15:34

...

Odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz PLISSSSS! 

Jest! Pojawia się mała chmurka z trzema kropeczkami. Nagle znika. I znowu się pojawia.

Przychodzi wiadomość. Leah pyta, czy dostałam jakieś informacje z fundacji. Odpisuję, że nie, że wciąż czekam. Przez cały czas mam nadzieję, że nie wyłączy nagle czatu. Od tak dawna nie dowiedziałam się nic nowego! Zwariuję od tego nicniewiedzenia! Proszę, napisz coś więcej!!!

Moje prośby zostały wysłuchane xD

Pogadałyśmy przez chwilę, Leah właśnie odwoziła dzieci do szkoły. Była bardzo zdziwiona, że jeszcze nie dostałam maila i napisała, że jak najszybciej skontaktuje się ze swoim szefem w tej sprawie (hmom pracuje w fundacji ISE, z której jadę). HURRA! Może mroczne tajemnice i zagadki mojego placementu w końcu się wyjaśnią :D Oby, bo mam już dość czekania. Następnym krokiem będzie załatwienie wizy. Teraz z uśmiechem wypatruję dalszych wieści :)

I'm so excited!

100 dni, 100 dni, 100 dni...

Witajcie :)

Do mojego wyjazdu na wymianę zostało mniej więcej 100 dni. Nie znam jeszcze dokładnej daty wyjazdu, ale większość wymieńców zaczyna szkołę pod koniec sierpnia, więc przylatuje do USA w połowie tego miesiąca. Będę miała przez to krótsze wakacje, ale to nic. Chciałabym być już być w Stanach! Mam dość polskiej szkoły, tych wszystkich głupich przedmiotów, które są do niczego niepotrzebne i nauczycieli, którzy uważają, że ich przedmiot jest najważniejszy (i jedyny), i którzy chcą ci udowodnić, że nic nie umiesz. Na szczęście minęło już 80% roku szkolnego, więc jakoś wytrzymam. Jeszcze tylko 7 poniedziałków i wakacje!!! YAY!
już niedługo <3

Nawiązując do tematu posta, dziś minęło dokładnie 100 dni od przyjęcia mojej aplikacji. Na stronie internetowej fundacji ISE z moim profilem widnieje napis: Days Unplaced: 100. Błagam, niech ktoś w końcu do mnie napisze! Hmom napisała do mnie 2 miesiące temu i od tamtej pory cisza. Regulamin nie pozwala rodzinie się ze mną kontaktować, dopóki nie dostanę oficjalnego maila, który jakoś jeszcze do mnie nie doszedł. Moja mama kontaktowała się z polską koordynatorką i dowiedziałam się, że szkoła albo rodzina nie dostarczyły jeszcze wszystkich dokumentów. Ale trwa to podejrzanie długo i wydaje mi się, że jest jakiś problem. Mam host mamę w znajomych na fejsie i z jej wpisów wynika, że właśnie się rozwodzi, więc może z tego powodu nie dostałam jeszcze maila. No cóż, pozostaje mi czekać cierpliwie.

Za 100 dni będę już wiedzieć wszystko. Tylko 100 dni...


poniedziałek, 5 maja 2014

Kocham matury!


Do czasu, aż sama nie będę musiała ich pisać xD A mam szczerą nadzieję, że to nigdy nie nastąpi i że uda mi się zostać w USA, zdać SAT lub ACT i GED, bo na High School Diploma raczej liczyć nie mogę, chyba że zmienią mi placement. A mam nadzieję, że nie, bo już przywykłam do myśli, że jadę do Teksasu, gdzie jest CIEPŁO (tak, to bardzo ważne) i host family też wydaje się bardzo miła. Codziennie sprawdzam maila z nadzieją, że dziś jest ten dzień, że dziś dostanę informację o placemencie, że dziś dostanę informaację o czymkolwiek.

Serio.
"O czymkolwiek" byłoby całkiem spoko.

Mam dość tego tkwienia w niepewności. Jadę w końcu do tego Teksasu, czy nie jadę? Czy w ogóle jadę do tej rodziny, czy może nie? A jeśli nie, to do jakiej? Kto w tym momencie przegląda moją aplikację? Co się z nią dzieje? Nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań, a tak bardzo bym chciała. Ale wiem, że już niedługo się czegoś dowiem. Muszę cierpliwie czekać.

O, dzięki wam, kochane matury! Żaden uczeń nie pogardzi trzema dodatkowymi dniami wolnego. Wykorzystam ten czas na wszystko, na co normalnie nie mam czasu. 

1. Pójdę do kina na Niesamowitego Spidermana 2, gdyż pierwsza część spodobała mi się bardzo, a Emma Stone i Andrew Garfield podbili moje serca. Jestem strasznie ciekawa, co się wydarzy w kolejnej części, więc wypad do kina jest absolutnie obowiązkowy. Marnej jakości kinówka z torrentów nie sprawdzi się w tym przypadku.
Jak obejrzę to dam znać, czy było warto :)

2. Przeczytam książki "Gra w kłamstwa" i "Nigdy, przenigdy" Sary Shepard, które czekają na swoją kolej już od paru tygodni. Drugą część wygrałam w konkursie na stronie www.kotek.pl, więc dokupiłam sobie pierwszą, żeby orientować się w fabule. Czytałam pozytywne opinie o tej książce, więc mam nadzieję, że się nie zawiodę. W razie czego zawsze jest allegro.pl :)

3. Kupię sobie rolki. Moje stare wyjeździłam do granic możliwości - kilka tygodni temu jedno z kółek nie wytrzymało i rozwaliło się. Uwielbiam rolki i nie mogę bez nich żyć, więc MUSZĘ kupić nowe, które, mam nadzieję, zabiorę ze sobą do Stanów. Rok bez rolek? Nie ma mowy. Nie wiem, jak ja je załaduję do 23-kilowej walizki, ale znajdę na to sposób, zobaczycie :D

4. Napiszę nowy rozdział mojej książki, albo nawet dwa. Normalnie nie mam na to zbyt wiele czasu i piszę mniej więcej jeden na tydzień, ponieważ stworzenie całego rozdziału, przeczytanie go ponownie i naniesienie poprawek zajmuje mi jakieś 6-8 godzin. Sporo. Ale nigdy nie robię wszystkiego w tym samym dniu, dlatego trochę się to rozkłada w czasie.

5. Trening, trening i jeszcze raz trening. Z wolnych dni trzeba korzystać na maksa, dlatego codziennie przed południem będę ćwiczyć akrobatykę i taniec. Nikogo nie ma w domu, więc mam cały salon dla siebie! Mogę robić tyle piruetów, ile dusza zapragnie i żadna siostra ani mama nie będą mówić: "Nie zasłaniaj, nie widzisz, że oglądam?!", "Przestań kręcić te piruety, bo robisz wiatr i mi zimno!", "Masz swój pokój, tam możesz ćwiczyć". Taka okazja nie może się zmarnować.

Moje piruety:

czwartek, 1 maja 2014

Przepis na szarlotkę z lodami

Witajcie!

W weekend miałam ochotę upiec coś dobrego, więc zdecydowałam się na szarlotkę, której nie robiłam od bardzo dawna. Jak ją ostatnio upiekłam w październiku na urodziny mojej siostry, to wyszła jakaś dziwna i przypominała bardziej kanapkę niż placka. Niby zrobiłam wszystko dobrze, a jednak wyszło mi bardzo mało ciasta przez co placek był cieniutki (miał może 2 cm grubości -,-). W każdym razie teraz wyszła mi idealna, więc postanowiłam dać wam przepis.

Zdjęcie z internetu, ale moja szarlotka wyglądała identycznie!
Składniki na ciasto:
300 g margaryny (pokrojonej na kawałki)
600 g mąki
2/3 szklanki cukru
5 żółtek
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Składniki na mus jabłkowy:
1,5 kg jabłek
cukier (Ja dałam łyżkę, ale jeśli macie kwaśne jabłka to dajcie więcej. Możecie też nie dawać wcale, ważne żeby wam smakowało)
4 łyżki kaszy manny
1 łyżka cynamonu

Wykonanie (w kolejności, w jakiej ja to robię):
1. Obierz jabłka i wykrój gniazda.
2. Do dużego garnka wlej 0,5 szklanki wody, wrzuć pokrojone jabłka. Duś aż owoce się rozpadną, co jakiś czas mieszaj (najlepiej pokroić jabłka na małe kawałki, wtedy będzie szybciej). Odczekaj trochę czasu, zanim przejdziesz do punktu 3 :)
3. Wrzuć do miski wszystkie składniki na ciasto i miksuj, aż będzie przypominało kruszonkę (ja miksowałam w Thermomixie, jeśli też go macie to polecam miksować w ten sposób, będzie szybciej).
4. Na blachę wysyp 3/4 ciasta i leciutko ugnieć, żeby było równe. Piecz przez 15 minut w temp. 180 stopni z termoobiegiem.
5. Twoje jabłka powinny już się rozpaść (a jeśli nie, to nie wstawiaj jeszcze ciasta do piekarnika i poczekaj). Dodaj do nich cukier, kaszę i cynamon i zostaw w garnku, żeby woda trochę odparowała. Mieszaj co chwilę.
6. Gdy ciasto skończy się piec, wyjmij je i rozsmaruj na nim mus, a później posyp resztą ciasta. Piecz ok. 45 minut w temp. 180 stopni.

Możesz podawać szarlotkę z lodami, ja najbardziej lubię waniliowe z Grycana :)

Smacznego! (na pewno będzie smaczne, obiecuję)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Międzynarodowy Dzień Tańca - moja historia z tańcem

Witajcie!
Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Tańca, więc po prostu nie mogłam nie napisać notki na ten temat :)

Jak wspominałam w poprzednich postach, taniec to moje hobby. Moja przygoda z tym sportem zaczęła się w czwartej klasie podstawówki. Kiedy byłam na zawodach akrobatycznych, na rozpoczęciu zatańczył zespół "Kornele" z Rzeszowa, a ich występ tak mi się spodobał, że postanowiłam zapisać się na tańce. Od piątej klasy chodziłam na zajęcia do tego właśnie zespołu, jednak po roku wypisałam się. Grupa była bardzo duża, więc nie było indywidualnego podejścia do każdej osoby, przez co nie osiągałam takich efektów, jakbym chciała. Występ, który mnie wcześniej zainteresował na zawodach był o wiele lepszy niż to, co my tańczyliśmy. W każdym razie zrezygnowałam z tańca i zostałam przy akrobatyce.

Kolejny zwrot nastąpił dwa lata temu, kiedy to na wakacjach odkryłam serial "Taniec - marzenie mojej mamy" (ang. "Dance Moms"). Jest to reality show, które pokazuje życie kilku dziewczynek, które tańczą w jednej z najlepszych szkół tanecznych w USA - Abby Lee Dance Company. Są naprawdę niesamowite! Każdy odcinek pokazuje tydzień z ich życia. Nie chodzi tu o życie prywatne np. co jedzą na śniadanie itp., ale o część dnia, którą spędzają w szkole tańca. Przez pięć dni uczą się nowego układu, a w weekend jadą na konkurs. I tak za każdym razem.

Dodatkowo duża część programu poświęcona jest ich mamom, które non stop się kłócą z nauczycielką i mają do niej pretensje. To ta mniej atrakcyjna strona serialu, przynajmniej dla mnie, ale w sumie już się przyzwyczaiłam do tego całego "momma drama".

Pamiętam, że w jeden dzień obejrzałam cały pierwszy sezon na TVN Player :D Niestety kolejnych sezonów w Polsce nie wyemitowali, więc zaczęłam oglądać po angielsku. Strasznie mnie to wciągnęło i do dzisiaj w każdą środę zaraz po przyjściu ze szkoły oglądam Dance Moms.

I właśnie wtedy, gdy obejrzałam pierwszy odcinek, zainteresowanie tańcem wróciło. Uświadomiłam sobie, że poprzednim razem wypisałam się z tańców dlatego, że to po prosty nie był mój styl. Tam tańczyłam show dance, a po obejrzeniu dance moms stwierdziłam, że bardziej pasuje mi jazz i lyrical. Próbowałam znaleźć w Rzeszowie jakieś zajęcia z tych styli ale nigdzie nic nie było, więc zaczęłam tańczyć w domu. Trenowałam akrobatykę przez 8 lat, co bardzo mi pomogło. Uczyłam się z Youtube, znalazłam takie kanały jak FitForaFeast i KBMtalent, co bardzo mi pomogło. Podpatrywałam sporo rzeczy z Dance Moms i w ten sposób się uczyłam.

Teraz tańczę w domu kilka razy w tygodniu. Założyłam własny kanał na youtube, żeby pomagać ludziom takim jak ja, którzy chcieliby tańczyć lub ćwiczyć akrobatykę, ale z jakichś przyczyn nie mogą chodzić na zajęcia. Mam już prawie 2.000.000 wyświetleń, więc chyba idzie mi całkiem nieźle xD Dostaję mnóstwo komentarzy z podziękowaniami, a kiedy ktoś pisze, że dzięki mnie w końcu się czegoś nauczył, to od razu poprawia mi się humor :)

Oto efekty mojej domowej nauki tańca:



sobota, 26 kwietnia 2014

Zmiany

Witajcie!
Jak pewnie sami zauważyliście, wygląd mojego bloga zmienił się po raz kolejny :D Stwierdziłam, że muszę coś zmienić, aby całość była bardziej czytelna i wierzę, że efekty wam się spodobały. Mi bardzo :) Wiem, że ostatnim czasie często eksperymentowałam z szablonami, ale mam nadzieję, że się za bardzo na mnie nie gniewacie z tego powodu :)

Ale wygląd bloga to nie jedyna zmiana! Przeglądałam, szukałam, klikałam, podpatrzałam i zastanawiałam się przez cały ranek, aż w końcu znalazłam! Stworzyłam nowiutkie menu, w którym znajdziecie różne zakładki. Planowałam to od dawna, aż w końcu mi się udało. Co nowego utworzyłam?

Po pierwsze, dodałam stronę "O mnie". Jest to nieco zmieniona i zaktualizowana wersja posta, w którym się wam przedstawiłam. Zajrzyjcie tam w wolnej chwili :)

Druga zakładka to "Youtube". Gdy na nią klikniecie, zostaniecie automatycznie przekierowani na mój kanał w tej witrynie. 
Może was zainteresuje!

Dalej utworzyłam Pomysłownię. W tym miejscu możecie pisać do mnie i prezentować swoje pomysły, uwagi i sugestie dotyczące bloga oraz co tam jeszcze chcecie. Czekam na wasze zdanie, na 100% wezmę je pod uwagę :)

Ostatnia zmiana, i chyba najważniejsza. To NIE BĘDZIE blog o mojej wymianie do USA. 
Hahahaha, żartuję! Dalej będę pisać o wszystkim, coś się wiąże z wymianą. Gdy tylko dowiem się czegoś nowego, natychmiast dam wam znać, nie martwcie się. Natomiast stwierdziłam, że będę publikować również inne posty, które nie będą już związane z wyjazdem do Stanów. 

Więc o czym będę pisać? O wszystkim, co mi przyjdzie na myśl. O mojej codzienności. W końcu gdy już wyjadę do USA to właśnie takie posty przyjdzie mi tworzyć, dlatego zacznę już dziś, czemu nie! 
Gdy przeczytam jakąś odjazdową książkę, napiszę recenzję. Gdy w moim życiu zdarzy się coś niespodziewanego, opiszę to natychmiast. Gdy zdobędę fajny przepis, podzielę się nim z wami. Gdy coś osiągnę, napiszę o tym. Gdy znajdę na innym blogu ciekawy pomysł na posta, sama stworzę podobny. Proste!

Aby ułatwić wam odszukiwanie postów z różnych kategorii, zamierzam uruchomić etykiety. Każdy wpis oznaczę odpowiednimi tagami (np. wymiana USA, książki, gotowanie, szkoła, itp.). Nazwy tych etykiet będą wyświetlone w pasku bocznym mojego bloga i jeśli interesują was jedynie posty w jednej z kategorii, wystarczy kliknąć odpowiednią etykietę i voilà! Wyświetlą wam się jedynie notki z tej dziedziny, a nieinteresująca reszta zniknie.

To już koniec zmian, mam nadzieję że wam się spodobały. Zapraszam do Pomysłowni, dajcie znać, co sądzicie :)




czwartek, 24 kwietnia 2014

Światowy Dzień Książki + TAG książkowy

Witajcie!
23 kwietnia, czyli wczoraj (kiedy napisałam ten post, a on zapisał się jako szablon i się nie opublikował!), obchodziliśmy Światowy Dzień Książki. To znaczy, kto obchodził, ten obchodził, ale ja - osoba niezaprzeczalnie uzależniona od książek, nie mogłam przepuścić takiej okazji! Bez wyrzutów sumienia mogłam olać wszystko i czytać do woli! Odrabianie lekcji zostawiłam sobie na rano, jedyne co musiałam zrobić to dokończyć czytanie Makbeta na przemian ze streszczeniem szczegółowym, aby cokolwiek zrozumieć :D Dzisiaj miałam z tego sprawdzian i mam 5/9 punktów czyli dostanę 1 albo 2, jeśli nauczyciel nie zmieni sposobu oceniania (a mam nadzieję, że zmieni, bo inaczej większość klasy będzie poprawiać pały). Pożyjemy, zobaczymy.

Postanowiłam, że od teraz będę częściej wykorzystywać święta nietypowe jako tematy postów. Dzięki temu mam o czym pisać, a w każdej notce postaram się jakoś nawiązać do tematu wymiany i Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj polecę wam kilka dobrych książek, które są z tym związane.

1. "Wałkowanie Ameryki" - Marek Wałkuski.
„W Ameryce można znaleźć wszystko - rzeczy absurdalne, dziwaczne, a nawet idiotyczne. Jednak sama Ameryka nie jest krajem absurdalnym, dziwacznym ani idiotycznym. To dobrze zorganizowane społeczeństwo, kraj ludzi praktycznych i racjonalnych. Amerykanie kierują się ideałami i są tolerancyjni. Ich naczelną dewizą jest „żyj i daj żyć innym". W USA presja społeczna na dostosowanie się do normy jest niewielka, a rola państwa ograniczona. Dlatego Ameryka jest rajem dla ekscentryków, ekstremistów i odszczepieńców." - tak rozpoczyna się wstęp do książki. 

Marek Wałkuski, korespondent Polskiego Radia, zostaje oddelegowany do Waszyngtonu. Po kilku latach pobytu w USA spisuje w książce swoje doświadczenia związane z amerykańską kulturą. Czytelnik dowiaduje się o wszystkim, od wizerunku typowego Johna Smitha przez chodzenie do sklepu w piżamie i kapciach do muzyki country. Opisane są też kwestie takie jak zakup mieszkania, prawo jazdy, problemy rasowe itp. Najbardziej spodobał mi się rozdział o Polakach z Chicago i Nowego Jorku, którzy porozumiewają się ze sobą w tzw. Ponglish, czyli połączeniem języka polskiego z angielskim. Zdania: "przyspidował na hajłeju bo nie było trafiku", "postawił córce plejhałsa na bakjardzie" po prostu mnie rozwaliły xD Polecam tą książkę wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć wszystkiego o życiu Amerykanów. Będziecie pozytywnie zaskoczeni :)

2. TIME FOR KIDS Almanac
Jak sama nazwa wskazuje, jest to almanach, czyli magazyn (w tym przypadku o wyglądzie książki), wydawany co roku. Osobiście posiadam wydanie 2011 i 2012 i na pewno nie kupię kolejnych, ponieważ co roku wszystko się w nich powtarza i wydawanie kasy na następne egzemplarze nie miałoby sensu. 

Upolowałam tą książkę kilka lat temu w Empiku i udało mi się przekonać tatę do zakupu tylko i wyłącznie dlatego, że była po angielsku xD I całe szczęście, że to zrobiłam, bo to właśnie dzięki Almanachowi zainteresowałam się Stanami, bez niego pewnie nie jechałabym nawet na wymianę!

Z tytułu wynika, że jest to książka dla dzieci (10-12-latków). Zgadzam się całkowicie, ale tylko w przypadku mieszkańców USA, którzy w starszym wieku znają już wiele spraw omawianych w magazynie z życia codziennego i ze szkoły. Natomiast obcokrajowcy dzięki tej książce mogą się wiele dowiedzieć. W Almanachu znajdziecie mnóstwo informacji z różnych dziedzin życia i chyba łatwiej wymienić to, czego tam nie ma niż to, co jest. Działów jest 30, są one poświęcone między innymi zwierzętom, sztuce, zdrowiu, literaturze, architekturze, historii, geografii, wynalazkom, astronomii, filmom, telewizji, gwiazdom, odżywianiu, środowisku, matematyce, językom, USA, pogodzie, itd. Taki zbiór informacji o wszystkim. Sięgałam do tej książki wielokrotnie, co baaaardzo wzbogaciło moje słownictwo. Najczęściej przeglądałam rozdział poświęcony wszystkim stanom w Stanach, nauczyłam się ich na pamięć włącznie ze stolicami i największymi miastami każdego z nich. 

Tej książki nie znajdziecie w bibliotece, jestem tego pewna. Mimo wszystko NAPRAWDĘ warto kupić sobie choć jedno wydanie. Gdzieś w internecie widziałam nawet udostępnione kilkanaście stron, więc jeśli chcecie to poszukajcie i zobaczcie, czy was to zainteresuje. Polecam!

To tyle, jeśli chodzi o książki o Ameryce. Te dwie należą do moich ulubionych, wiele innych z łatwością znajdziecie w internecie. Przejdę teraz do "nieamerykańskiej" części mojego bloga :) Z ankiety po lewej stronie wnioskuję, że jest duża grupa osób, które nie są znudzone nowinkami z mojego życia. Drodzy przedstawiciele tej oto grupy, czytajcie dalej! Pozostałych również do tego zachęcam :)

Jako mól książkowy z okazji Dnia Książki lubię robić "roczne książkowe podsumowanie". Liczę, ile książek przeczytałam w ciągu ostatnich 12 miesięcy i które z nich były najlepsze. Tym razem postanowiłam zrobić to na blogu.

Przeczytane książki: 75 (nie liczę lektur szkolnych)
Lista przeczytanych książek w kolejności od najlepszej do najgorszej, uporządkowana pod względem tego, jak bardzo mi się spodobała dana książka, czy chciałabym do niej wrócić, jaki styl pisania miał autor, razem z oceną w skali 10-1:
  1. Seria Gone: zniknęli - 10
    Zwiadowcy - 10
    Percy Jackson (obie serie + wszystkie dodatki) - 10
  2. Trylogia czasu - 9
    Trylogia czarnego maga - 9
    Kroniki rodu Kane -9
  3. Cykl Dziedzictwo - 8
    Seria Molly Moon - 8
    Seria Ulysses Moore - 7
    Dary anioła - 8
  4. W pierścieniu ognia - 7
  5. Poza czasem - 7
  6. Opowieści z Narnii - 7
  7. Zjedz tę żabę - 7
  8. Dryfujący dom - 5
Jeśli nie macie nic do czytania, polecam tytuły z tej listy. Wybierzecie coś z pierwszych dwóch miejsc, te książki na pewno wam się spodobają. A jeśli naprawdę wam się nudzi to zapraszam na mojego drugiego bloga, na którym piszę książkę: wyspax.blogspot.com :D Kto wie, może wam się spodoba :)

Na blogu polka-w-usa.blogspot.com znalazłam fajny TAG książkowy i zdecydowałam, że zrobię go również u siebie. W końcu nie codziennie obchodzi się Światowy Dzień Książki!

True! (może z wyłączeniem 4 i 6)
O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
O każdej! Jestem rannym ptaszkiem, więc często budzę się o 5:30 i czytam przed szkołą. W szkole też czytam (czasami uda mi się nawet 100 stron), po południu zawsze czytam po kilka rozdziałów. Przed snem czytam tylko czasami, ponieważ zazwyczaj ok. 9:30 padam z nóg, ale przy ciekawej książce z pierwszego i drugiego miejsca z mojej listy potrafię ślęczeć nad tomem do północy.
Gdzie czytasz?
W zimie przy kaloryferze - przykrywam się wtedy kocem, w lecie na łóżku, na podłodze, na kanapie. Nie przepadam za czytaniem przy biurku xD
W jakiej pozycji najchętniej czytasz?
Każdej, tylko nie normalnej (patrz obrazek po prawej)
Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Fantastykę młodzieżową. Jeśli choć jeden z bohaterów nie ma nadprzyrodzonych mocy, nie jest czarodziejem lub nie podróżuje w czasie, książka na bank nie będzie w moim "top 10". Wątpię, abym w ogóle zaczęła ją czytać.
Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś?
Kupiłam: "Uczennica Maga" - Trudi Canavan, dostałam: "Dlaczego uczniowie piątkowi pracują dla trójkowych a czwórkowi zostają urzędnikami" - Robert Kiyosaki. Żadnej jeszcze nie przeczytałam.
Tak się czułam, gdy skończyłam Trylogię Czarnego Maga i Gone.
Typowy kac książkowy.

Co czytałaś ostatnio?
"Trylogię Czarnego Maga" - Trudi Canavan. Zakochałam się w tej historii do tego stopnia, że po skończeniu czytania miałam kaca książkowego przez tydzień, a jedyne, o czym wtedy myślałam to: "I co ja mam teraz zrobić ze swoim życiem?!"
Co czytasz obecnie ?
"Klątwę Tygrysa" - Colleen Houck
Jaką postać z tej książki lubisz najbardziej?
Jak na razie żadną. Trochę męcząca ta książka, ale może uda mi się ją skończyć.
Używasz zakładek czy zaginasz rogi?
Zakładek. Kolekcjonuję je, ale mój zbór jest dość skromny.
E- book czy audiobook?
E-book. Przy audiobookach się rozpraszam i gubię wątek co pół minuty.

I <3 Pippi
Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Pippi Pończoszanka! KOCHAM tą książkę i czytam ją teraz siostrze na dobranoc.
Książka, która tak bardzo Ci się nie podobała, że ją odłożyłeś/aś:
Dużo ich było. Jeśli coś mnie nie wciągnie do 1/3 książki lub czytanie tego męczy mnie, odkładam to bez zastanowienia. Ostatnio miałam tak z "Tunelami".

Książka, o której nie mogłaś przestać myśleć przez długi czas:
Gone. Ta książka pozostawiła część siebie w moim sercu na zawsze. Po prostu miała w sobie to coś, czego nie da się opisać. Będę ją pamiętać przez długie lata i wrócę do niej jeszcze nie raz. Podobnie miałam z Trylogią Czarnego Maga i Eragonem, ale już w mniejszym stopniu.
Najładniejszą okładkę w Twoim zbiorze ma...
"Niezwykła księga hipnotyzmu Molly Moon"
Na podstawie jakiej książki wg. Ciebie powinno się nakręcić film?
Każdej i żadnej. Nie wiem. Film nigdy nie odda historii tak jak książka, ale z drugiej strony lubię oglądać ekranizacje (i wytykać reżyserowi niezgodność z tekstem. Buahahaha!). Ciężko mi powiedzieć.
Czy pilnie czytałaś wszystkie lektury?
Nie. Te krótsze kończyłam, choć zazwyczaj bez zrozumienia, ale tych dłuższych już nie. "Krzyżaków" znam jedynie poprzez streszczenie.
Twoje ulubione lektury nie tylko z podstawówki, ale też ze szkoły średniej i studiów:
"Dzieci z Bullerbyn", które przeczytałam jeszcze zanim były lekturą oraz "W pustyni i w puszczy". Cała reszta była do bani.
Wypożyczasz książki z biblioteki? Jak często?
Tak, czasami kilka razy w tygodniu (np. na wakacjach), a czasami raz na kilka miesięcy. To zależy od tego, czy mam w domu własne książki, które chciałabym przeczytać.
Jaką jedną książkę zabrał/a/byś na bezludną wyspę?
Poradnik o tym, jak przetrwać w dziczy :D
Książka, której nie masz, a z całych sił chcesz mieć:
Trylogia Złodzieje i Ulysses Moore.


To by było na tyle, do zobaczenia w następnym poście :) Podam jeszcze link do kalendarza świąt nietypowych, napiszcie mi w jakie dni mogłabym dodać nowe wpisy:
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Kalendarz

czwartek, 17 kwietnia 2014

Wyprawa do Warszawy #3 - SAT, ACT, wiza, Harvard

Witajcie w 3 części posta o studiach w USA :)

Zacznę od opisu ostatniej prezentacji, prowadzonej przez Ligitę Stawarz, w języku angielskim. Tematem były egzaminy SAT i ACT, na czym polegają, czym się różnią. No więc jeśli udajecie się na studia w Ameryce, musicie zdać jeden z nich, tak samo jak musicie zdać polską maturę, aby studiować w Polsce. Podam link do strony EducationUSA, gdzie znajdziecie precyzyjne opisy i informacje o tych testach: http://educationusa.pl/36/egzaminy-i-testy/. Tam macie wszystko podane, więc nie widzę sensu w przepisywaniu tego :)

To była ostatnia prezentacja, więc po jej zakończeniu zeszłam z powrotem na parter, tam gdzie stali przedstawiciele uniwersytetów w USA i różnych organizacji. Najpierw poszłam do gościa reprezentującego uniwersytet w San Jose w Californii, który miał chyba azjatyckie korzenie. Fajnie się gada po angielsku z kimś, kto nie jest Polakiem :) O dziwo zrozumiałam każde słowo, tak samo jak na wykładach! Oglądanie seriali po angielsku się opłaca :D Powiedziałam mu, że chciałabym studiować w USA i że jadę na wymianę, ale najprawdopodobniej nie dostanę High School Diploma (świadectwo ukończenia ostatniej klasy, w większości szkół nie chcą go dawać wymieńcom, nie wiem dlaczego). Zapytałam się, czy to jest wymagane i dowiedziałam się, że nie, bo można zamiast tego zdać test GED i będzie on tak samo traktowany. Oni po prostu muszą mieć dowód, że opanowałam wiedzę ze szkoły. Także jest jakaś szansa, że nie będę musiała wracać do Polski!

Później poszłam do przedstawicielki EducationUSA i zapytałam się, jak wygląda sprawa z wizą. Więc na początku trzeba się dostać na uniwersytet a dopiero potem ubiegać się o wizę. Dostaje się ją na cały okres studiów. Podobno są 2 typy wizy: na jednej gdy ukończymy studia to musimy wrócić do Polski na 2 lata, a dopiero potem możemy wrócić do Stanów, ale już na innej wizie. A jeśli mamy ten drugi rodzaj wizy, to możemy zostać w USA chyba jeszcze przez rok, ale nie jestem pewna. Mimo wszystko jeśli dostaniemy ofertę pracy w USA to nie musimy wracać na żadnej z tych wiz, bo pracodawca jest naszym "sponsorem" i dzięki temu dostajemy zieloną kartę.

Na końcu poszłam do tego gościa, który skończył Harvard. Sama chciałabym tam studiować, więc chciałam się dowiedzieć jak najwięcej. Okazało się, że nie jest to niemożliwe, jak się większości osób (w tym mi) wydaje. Podobno wcale nie trzeba mieć nie wiadomo jak wysokich ocen i perfekcyjnych wyników testów. To jest to, o czym pisałam na początku: trzeba się WYRÓŻNIAĆ. Mieć sukcesy w sporcie, mieć dużo zainteresowań, robić coś poza szkołą. Oceny i testy to tylko jeden z czynników branych pod uwagę.

Dowiedziałam się też, że studia w USA wyglądają trochę jak Hogwart xD Np. na Harvardzie mają taką wielką salę jadalną jak ta z Harry'ego Pottera, a może nawet większą. W dodatku jest tam 12 domów (chyba tak się to nazywało) i po ukończeniu pierwszego roku studiów odbywa się losowanie i każdy student dostaje się do któregoś w nich. Każdy dom ma swoje barwy, logo itd. Jest też gigantyczna biblioteka!

To tyle, jeśli chodzi o targi. Wyszłyśmy z biblioteki ze sporym plikiem ulotek, gazetek i kartek z informacjami, zebranych na różnych stoiskach. Wróciłyśmy autobusem na dworzec centralny i poszłyśmy do Złotych Tarasów. Zaliczyłyśmy kolejny punkt z naszej listy jedząc "obiad" w Burger Kingu. Nie wiem, czy już o tym pisałam, ale jestem osobą, która ma non stop szczęście :D Przed wejściem do Złotych Tarasów stała jakaś dziewczyna z ulotkami i wzięłam od niej jedną. Okazało się, że to były kupony do Burger Kinga! Wzięłam jeden, drugi dałam Adzie i za 10 zł najadłyśmy się aż za bardzo. Potem obeszłyśmy wszystkie sklepy, kupiłam sobie bluzkę i szorty w Terranovie. Po drodze znalazłam 5gr, a za chwilę 2gr! Nie wiem, jak ja to robię, ale często mi się to zdarza :D

Na "kolację" miałyśmy iść do pijalni czekolady, ale jakoś nam się odechciało więc kupiłam sobie jogurt mrożony. Był pyszny, na pewno kupię go jeszcze kiedyś <3
moja kolacja xD - Granola Mix, polecam
W jakiejś restauracji zobaczyłam ciasto marchewkowe, a że ostatnio natykam się na nie bardzo często i w dodatku lubię marchewki, to postanowiłam sobie je kupić. Dobrze zrobiłam, bo to było jedno z najlepszych ciast, jakie jadłam w życiu! Niestety nie zrobiłam zdjęcia, ale znalazłam podobne w Googalch:
Lubię piec, więc postanowiłam sobie, że znajdę przepis w internecie i sama takie upiekę. Jak mi wyjdzie, to podzielę się z wami przepisem, bo ciasto naprawdę jest przepyszne! I wbrew pozorom wcale nie czuć w nim marchewki, a raczej cynamon, który uwielbiam :)

To by było na tyle, odezwę się jak tylko dotrą do mnie jakieś wieści od ISE. Do napisania!