poniedziałek, 19 maja 2014

DOSTAŁAM RODZINĘ!!!

WITAJCIE!!!
DZISIAJ WSZYSTKO WIELKIMI LITERAMI, ABY LEPIEJ ODDAĆ MOJE EMOCJE xD DOSŁOWNIE MINUTĘ TEMU DOSTAŁAM MAILA Z FUNDACJI O HOST RODZINIE! JADĘ DO TEKSASU, TO JUŻ PEWNE!!! SKACZĘ Z RADOŚCI PO CAŁYM DOMU, BIEDNI MOI SĄSIEDZI. JAKOŚ TO PRZEŻYJĄ, W KOŃCU TAKA WIADOMOŚĆ NIE PRZYCHODZI DO CZŁOWIEKA CODZIENNIE. 

ALE SUPER ALE SUPER ALE SUPER ALE SUPER
!!!

Jednak wrócę do normalnych liter, aby was nie odstraszyć :) Dzisiaj po szkole byłam u fotografa zrobić zdjęcie wizowe! W tym tygodniu wypełnię wniosek i umówię się na rozmowę z konsulem. Na razie przeglądam aplikację rodziny, w zasadzie nie ma tam nic, czego bym się czepiała, więc jest dobrze :) Moim jedynym obowiązkiem będzie sprzątanie po sobie + oczywiście odrabianie lekcji, czyli to samo, co u mnie w domu. Jeszcze nie wiem, czy będę miała swój pokój, bo w aplikacji rodziny są sprzeczne informacje, ale hdad pisał mi na fejsie, że będę mieć swój. Zapytam się jeszcze hmom.

W aplikacji podane jest mnóstwo rzeczy, m. in. o której mam chodzić spać. A więc w tygodniu jest to 21:00 a w weekendy 23:00. Pewnie wiele osób wybałuszyłoby oczy, ale mi to pasuje. W domu chodzę spać o 21:30 (z własnej woli xD) i budzę się o 5:30 bez budzika, co mi bardzo odpowiada. Tak, wiem, że to dziwne :D

Moja szkoła jest jakieś 5 km od domu, czyli tyle co mam teraz. Mogę śmiało stwierdzić, że mam szczęście (znowu - tak, to cała ja), ponieważ niektórzy wymieńcy mają 40 km. Dodatkowo rodzina pisze, że będą mnie wozić na zajęcia pozalekcyjne :) Muszę się koniecznie na coś zapisać, żeby nie wrócić do domu z podwojoną masą ciała xD

Moi hości to Leah i Reuben, mają 33/34 lata. Hmom nie pracuje, jest cały dzień w domu (hdad pisał, że hmom prowadzi w domu przedszkole, ale nie ma o tym informacji w aplikacji), a hdad jest policjantem (czy raczej szeryfem, albo coś podobnego). Host rodzeństwa będę mieć aż 5: Cheyenne (siostra, 12 lat), Brenna (siostra, 10 lat), Realynne (siostra, 9 lat), Leighton (brat, 6 lat) i Richard (brat, 2 latka). Nie mają zwierząt. 
Rodzina pisze, że lubią spędzać czas poza domem, każdy z lubi jakiś sport (choć przyznam, że nie wyglądają na fanów ruchu :D, ale będę ich motywować), lubią też oglądać TV (ja nie przepadam, ale nowy odcinek Dance Moms zawsze spoko).

Szkołę zaczynam 20 sierpnia, mam przylecieć do Teksasu max. 5 dni przed tym terminem, a kończę 5 czerwca i mam 5 dni na wylot.

Oficjalne odliczanie dni do wylotu uważam za rozpoczęte!

niedziela, 18 maja 2014

Hurra, słońce!

Witajcie!

Dzisiaj taki post o niczym :) Właśnie sprawdziłam pogodę i okazało się, że w środę ma być 31 stopni, a cały tydzień będzie piękna pogoda. Także siedzę i piszę, i gapię się w ekran z bananem na twarzy :D Nie znoszę brzydkiej pogody, bo nie mogę jeździć rowerem do szkoły, nie mogę wyjść na rolki i w ogóle nie mogę nigdzie wyjść. Książki też się gorzej czyta z powodu słabego światła, cały świat jest smutny i bez życia. Dlatego jestem szczęśliwa, że chmury w najbliższych dniach do nas nie zawitają :)

Po sprawdzeniu pogody weszłam na stronę szkoły, aby zobaczyć szczęśliwe numerki na ten tydzień. I co się okazało? Mam jutro szczęśliwy numerek (14)!!! Także strasznie się cieszę, bo mam wtedy sprawdzian z polskiego, którego nie mogę zawalić, bo chciałabym mieć 6 na koniec i teraz nie muszę się uczyć na żadne inne przedmioty! W ogóle w tym tygodniu mam 4 sprawdziany, nie wiem, jak ja się z tym wszystkim wyrobię. Jakoś to będzie, i tak zawsze uczę się dzień przed testem. Wyznaję zasadę"zakuj, zdaj, zapomnij", która w polskiej szkole sprawdza się perfekcyjnie, ponieważ kilka dni po sprawdzianie pamiętam mniej więcej 5% tego, czego się uczyłam. Mam nadzieję, że w Ameryce będzie inaczej!


piątek, 16 maja 2014

Seria "Dotyk Julii" - recenzja

Witajcie :)

Wczoraj skończyłam czytać ostatnią część trylogii autorstwa Tahereh Mafi. Przeczytałam ją po angielsku, bo nie chciałam czekać na polskie wydanie ("Dar Julii" ma wyjść 21 maja, o ile się nie mylę). Tak mi się spodobała ta seria, że po prostu nie mogłam o niej nie napisać! Nigdy, przenigdy nie pisałam recenzji (no, może w szkole kiedyś pisałam, ale to nie to samo, wiecie co mam na myśli xD), dlatego śmiało możecie krytykować, chętnie się poprawię :)

Tytuł serii: Dotyk Julii
Książki w serii:
1. Dotyk Julii (oryginalnie Shatter Me - eh, te polskie tłumaczenia...)
2. Sekret Julii (Unravel Me)
3. Dar Julii (Ignite Me)
Autor: Tahereh Mafi
Gatunek: fantasy, science fiction

Siedemnastoletnia Julia od 264 dni jest zamknięta w szpitalu psychiatrycznym. Od tego czasu nie rozmawiała z nikim. Wpadła w manię liczenia, liczy wszystko, co widzi. Okna, ściany, pęknięcia w ścianach. Jedyna rzecz, jaką posiada, to długopis oraz notatnik skradziony lekarzowi. Zapisuje w nim wszystkie swoje przemyślenia, można powiedzieć, że przelewa duszę na papier. Zastanawia się, co się dzieje poza murami szpitala. 

Kilka lat wcześniej władzę na całym świecie przejął Komitet Odnowy, a jego dowódcy żądzą żelazną ręką. Cały świat legł w gruzach, ludzie żyją w strachu i w biedzie w specjalnie wyznaczonych osiedlach, poza którymi nie wolno im przebywać. Przyroda wariuje, ludzka ingerencja w naturę doprowadziła do anomalii pogodowych. W środku lata pada śnieg.

Pewnego dnia do celi Julii zostaje przyporządkowany współlokator. Adam. Julia odzywa się do niego bardzo rzadko, praktycznie w ogóle. Jedynie ostrzega go przed dotykaniem jej skóry. Bo dotyk Julii zabija. Komitet Odnowy dowiaduje się o tym i chce wykorzystać Julię do swoich celów. Adamowi i Julii udaje się uciec. Przed nimi długa i niebezpieczna droga, na której spotkają ludzi, którzy również chcieliby obalić autorytarne rządy Komitetu Odnowy. Czy im się uda?



Dowiedziałam się o tej książce przez przypadek na stronie lubimyczytac.pl.  Kupiłam od razu dwa pierwsze tomy, które czekały w mojej kolejce książek do przeczytania przez jakieś trzy miesiące. Kiedy w końcu zaczęłam czytać, nie mogłam się oderwać. Książka wciąga od samego początku, styl pisania pani Mafi jest fantastyczny. Przez cały czas trzyma w napięciu, nie ma niepotrzebnych i przydługich opisów, których tak nie znoszę. Czytelnik wchodzi do świata Julii i przeżywa wszystko razem z bohaterką. To niesamowite, że autorce udało się tak doskonale oddać uczucia bohaterów. Czytając tą serię po prostu odpływa się do innego wymiaru.

Cała trylogia pełna jest zwrotów akcji. Kiedy ma się wrażenie, że bohaterowie utknęli w sytuacji bez wyjścia, nagle pojawia się niespodziewana nadzieja. Natomiast gdy wszystko idzie jak z płatka, w najmniej odpowiednim momencie plany zostają pokrzyżowane. Dzięki temu książka nie jest przewidywalna, choć oczywiście pewnych rzeczy możemy się domyślić, ale to sprawia, że jeszcze bardziej wciągamy się w historię Julii.

Książki pisane są w pierwszej osobie w czasie teraźniejszym, tak samo jak "Igrzyska śmierci". I muszę przyznać, że taki zabieg nadaje tej książce charakteru, wywołuje u czytelnika rozmaite emocje. Czasami trzeba na kilka sekund odłożyć książkę, aby trochę ochłonąć. Zazwyczaj narracja w czasie teraźniejszym przyprawia mnie o ból głowy, ale tym razem było zupełnie inaczej. Po prostu zakochałam się w tej książce, miałam wrażenie jakbym sama przeżywała całą historię jako Julia.

Wypowiedzi Julii są naładowane metaforami. Wynika to z samotności bohaterki, która została odrzucona przez świat i z prowadzenia przez nią dziennika. Julia opisuje wydarzenia bardzo dokładnie i barwnie, stosuje mnóstwo porównań, gdy mówi o swoich uczuciach. Wiem, że dla niektórych jest to nieznośne, sama nigdy nie przepadałam za takim stylem. Seria o Julii jest jednak wyjątkiem. Środki stylistyczne doskonale komponują się z całością i nadają wyjątkowości głównej bohaterce. Podziwiam Tahereh Mafi za tak genialne posługiwanie się językiem. W niesamowity sposób opisała przemianę bohaterki w trzech tomach serii, bawiąc się przy tym uczuciami czytelnika. Autorka ma ogromny talent i mam nadzieję, że napisze kiedyś kontynuację "Dotyku Julii" albo cokolwiek innego. Przeczytam na pewno.

Przejdę teraz do wad, bo nie ma książki, która by ich nie posiadała (no, może znalazłabym kilka, ale pomińmy to :D). Po pierwsze, okładka. Polscy wydawcy jak zwykle musieli coś zmienić, więc stworzyli sobie nową wersję. Ale tylko dla pierwszego tomu!!! Pozostałe dwa wydali w wersji oryginalnej. Według mnie to woła o pomstę do nieba. 

Po drugie, brak epilogu. No błagam, jak można pozostawić czytelnika w takim momencie bez dopisania choćby jednej dodatkowej strony?! To rujnuje nie tylko jego psychikę, ale także osób postronnych, którym ów czytelnik żali się przez kilka dni po przeczytaniu książki. Zapytajcie moje koleżanki z klasy, które dzisiaj zamęczyłam na śmierć gadaniem o braku epilogu xD Mam nadzieję, że powstanie kontynuacja, bo muszę, po prostu muszę wiedzieć, co będzie dalej!

Polecam serię "Dotyk Julii" wszystkim fanom książek młodzieżowych i fantastyki. Nawet jeśli po przeczytaniu uznacie, że trylogia ta nie znajdzie miejsca w waszym "Top 10", to na pewno nie będziecie znudzeni ani zmęczeni historią wykreowaną przez Tahereh Mafi. Jej książki przypominają pod pewnymi względami "Igrzyska Śmierci" - akcja dzieje się w przyszłości, w państwie rządzonym przez okrutnych tyranów, napięcie panuje od pierwszych stron. Jeśli przypadł wam do gustu świat stworzony przez Suzanne Collins, to myślę, że historia Julii również wam się spodoba :)

czwartek, 15 maja 2014

Wszystko o MLEKU

Witajcie :)

Dzisiaj czwartek, więc zgodnie z zapowiedzią pora na notkę z cyklu o zdrowym stylu życia. Postanowiłam rozpocząć od odżywiania, a konkretnie od mleka.

"Pij mleko, będziesz wielki!" - to hasło kojarzy chyba każdy, choć niewiele osób pamięta, o co właściwie chodziło w tej reklamie. Sama już zapomniałam, ale ten slogan zawczasu pojawiał się dosłownie wszędzie. Przekonywano nas do picia mleka, które podobno jest źródłem wapnia, tak niezbędnego dla naszych kości. Akcja prania mózgów Polakom przyniosła efekty - zapytajcie dowolną osobę, czy mleko jest zdrowe, a gwarantuję wam, że 99% powie "tak".
wersja mojego taty: PIJ MLEKO, RZYGAJ DALEKO

Jednak naukowcy udowodnili, że wapń zawarty w mleku nie jest przyswajany przez ludzki organizm!!! A wręcz przeciwnie - proces trawienia mleka wymywa wapń z naszych kości. Mleko jest pokarmem dla cieląt, a nie dla człowieka. Nam jedynie szkodzi. Nie wiem, dlaczego media wmawiają nam, że jest inaczej. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze ;) Nie dajcie się nabrać, wujek Google potwierdzi moje słowa.

Na dodatek mleko zawiera laktozę, czyli cukier zbudowany z glukozy i galaktozy, występujący w mleku ssaków. Stanowi ona 55% kalorii w mleku odtłuszczonym, czyli tyle samo, co w napojach gazowanych. A w dodatku organizm ludzki przestaje ją trawić ok. 3 roku życia, więc po mleku może boleć nas brzuch, możemy mieć niestrawność i wzdęcia, ewentualnie psuć sobie organizm bez odczuwania objawów.

przerażające O.o

Z wyżej wymienionych powodów akcje w stylu "mleko w szkole" są dla mnie niezrozumiałe. Pamiętam, jak w mojej szkole było mleko i oczywiście wszyscy je pili i była to wielka atrakcja. "Mam czekoladowe!" - chwalili się jedni, na co inni odpowiadali: "Truskawkowe jest lepsze!". Pamiętam jak raz rozbolał mnie brzuch po tym mleku, kilkoro innych dzieci również się na to skarżyło. Pani stwierdziła, że musiało być źle przechowywane, ale to mało prawdopodobne, zwłaszcza jeśli chodzi o tak popularną akcję. Wtedy jeszcze nie byłam świadoma, ale teraz już wiem. Mleko jest zdrowe tylko i wyłącznie dla młodych krów, człowiek go nie trawi.

Wiem, że na początku trudno jest obejść się bez mleka - sama przez to przechodziłam całkiem niedawno. Ale spróbujcie, bo warto. Może nie odczujecie od razu jakiejś wielkiej różnicy, ale wasze trawienie się poprawi, a wasze kości przestaną być osłabiane. Wasz organizm za kilkanaście lat będzie wam wdzięczny. Jeśli jecie na śniadanie płatki z mlekiem, zastąpcie je jogurtem naturalnym albo kefirem. Przetwory mleczne nie są już szkodliwe (choć chińska medycyna twierdzi inaczej, ale nie będę się w to zagłębiać), ponieważ zawierają szczepy bakterii, które rozkładają laktozę (+ nadają kwaśny smak). Płatki polecam zastąpić musli, ale o tym kiedy indziej :)

Mam nadzieję, że choć trochę zainteresowałam was tym tematem :)

źródła:
http://zdrowie.wp.pl/zdrowie/metody-naturalne/art194,mleko-to-zdrowie-nic-bardziej-mylnego.html

środa, 14 maja 2014

Trzecie zwycięstwo!

Witajcie!

Kilka dni temu dostałam wiadomość na lubimyczytac.pl, że wygrałam w kolejnym konkursie! Od kilku tygodni biorę udział w różnych konkursach na tej stronie, polegają one na napisaniu pracy na zadane pytanie, które zawsze jest powiązane z tematyką książki, która jest nagrodą. Dzisiaj doszła do mnie książka "Finn nieujarzmiony". Strasznie się cieszę, to już moja trzecia wygrana i jestem z siebie dumna. Może jednak moje pisarstwo do czegoś się nadaje :D
moja wygrana <3

Opis książki:

SYTUACJA WYJŚCIOWA:
Trzy domy, trzy działki, trzy tygodnie bez rodziców i wystarczająca ilość kapitału startowego z tajnej kasy ojca.

UCZESTNICY:
Twoi dwaj przyjaciele i ty oraz zwołany przez Facebooka „lud”.

ZADANIE:
Stwórzcie nowy świat! Zamieńcie swój ogródek w kwitnące pole uprawne, poprowadźcie tawernę na tarasie mamy i „hotel na godziny” w salonie. Krótko mówiąc: proklamujcie własne państwo – Innolandię!

Trzej przyjaciele, którym los niespodziewanie zsyła wolną chatę na całe trzy tygodnie. Absurdalna myśl, która zamienia się w prawdziwe wyzwanie. I odpowiedź na pytanie, dlaczego sprzątanie naprawdę się nie opłaca.


Tym razem temat pracy konkursowej był taki:

Co zrobić, gdy rodzice na trzy tygodnie zostawiają wolną chatę? Można proklamować państwo! I nazwać je Innolandia. Na taki pomysł wpadają Finn i jego przyjaciele. Finn jest wprawdzie nieujarzmiony, ale mieszkańców Innolandii ujarzmić trzeba, najlepiej wprowadzając jakieś zasady współżycia w nowym państwie. Stwórzcie składający się z 10 punktów regulamin zachowania obowiązujący w Innolandii.

A oto moje wypociny:

Uwaga, zgromadzeni tu ludzie! Ja, król Finn, władca Republiki Innolandii niniejszym ogłaszam 10 nienaruszalnych zasad, których macie przestrzegać i już:
1. Róbta co chceta. Jesteście wolni.
2. Zakazuje się działania na niekorzyść innych. Oni też są wolni i nikt nie ma prawa tej wolności naruszać. Łapy przy sobie.
3. Zero podatków, jedynie dobrowolne datki. Jeśli chcecie mieć drogi, szkoły i szpitale, wpłaćcie ile chcecie na konto Innolandii, numer znajdziecie w necie na stronce.
4. Jedyną słuszną walutą jest Finn Innolandzki, wybijany w zamku królewskim ze złota i srebra z domieszką tajnego składnika. Nie wolno podrabiać kasy.
5. Nie wolno zanieczyszczać środowiska przez swoje lenistwo. Nic ci się nie stanie jeśli ruszysz tyłek i podejdziesz do śmietnika, zamiast rzucać papierek gdzie popadnie.
6. Należy używać dezodorantu i pasty do zębów. Zapachy spod pachy i odór z gęby nie będą tolerowane.
7. Jeśli masz problem, udaj się do króla Finna. Biuro zażaleń otwarte jest codziennie tak jak Kinder Mleczna Kanapka - między posiłkami. Twoja sprawa zostanie natychmiast rozpatrzona i osądzona. Odwołań nie przyjmujemy.
8. Wandalizm jest zabroniony. Jeśli jesteś tak bardzo zdesperowany, że nie możesz się powstrzymać od dekorowania własności publicznej swoimi bohomazami, ozdób własny dom.
9. Nie pracujesz, nie zarabiasz. Proste. Republika Innolandii nie będzie utrzymywać pasożytów. Do roboty!
10. Złamanie którejkolwiek z zasad skutkować będzie rozprawą i wyrokiem króla. Przywrócimy twój rozum do głowy. W pakiecie dostajesz dożywotnią gwarancję niezapomnianej nauczki.

To by było na tyle. Możecie sobie iść. Bawcie się dobrze i nie zawracajcie mi gitary. Pozdro.

Co o tym sądzicie?

wtorek, 13 maja 2014

Zdrowy styl życia - wstęp

Witajcie!

Jako że na razie nie mam co pisać o wymianie, postanowiłam opowiedzieć co nieco o moim stylu życia i ogólnie o zdrowym odżywianiu, ponieważ się tym interesuję i uważam, że temat jest na czasie. Dostałam sporo wiadomości na ten temat na moim kanale na YouTube, więc stwierdziłam, że będę pisać posty z tej serii w każdy wtorek i czwartek (ale zważając na sezon poprawiania ocen w szkole - nic nie obiecuję!).

Zacznijmy od tego, o co w ogóle chodzi z tym zdrowym stylem życia. Dużo się o tym mówi w ostatnim czasie, zwłaszcza że otyłość i inne choroby cywilizacyjne, np. rak i cukrzyca dotykają coraz więcej osób. Nie chodzi tu o mordercze diety, katowanie się fitnessem czy kupowanie organicznego żarcia, które wyróżnia się jedynie mocno zawyżoną ceną. Chodzi o dbanie o siebie - o swoje ciało - tak aby służyło nam jak najlepiej i jak najdłużej. Zdrowie mamy tylko jedno i musimy o nie dbać.

Mam nadzieję, że nie jadą do McDonalda xD
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego czasami jesteśmy ospali i mamy ochotę leżeć na kanapie i nudzić się przez cały dzień? Albo dlaczego niektórym osobom włosy bardziej się przetłuszczają a ich cera jest w stanie klęski dermatologicznej? Lub dlaczego z roku na rok (a raczej z wiosny na wiosnę) na ulicy widzimy coraz więcej grubasów z tłuszczem wyciekającym zza mocno zaciśniętego paska od spodni? I dlaczego coraz więcej osób choruje na raka? W większości przypadków (znacznej większości!) odpowiedzią jest nieprawidłowy styl życia.

ZDROWE ODŻYWIANIE
"Jesteś tym, co jesz" - to bardzo ważne cztery słowa i w 100% prawdziwe. My, ludzie żyjący w XXI wieku, jesteśmy pewnego rodzaju eksperymentem. Większość tego, co jemy, jest zmodyfikowana genetycznie i napchana chemią do granic możliwości. Nikt nie wie, jaki wpływ będzie to miało na nas po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach, bo zbadanie skutków długofalowych wymaga czasu. Jesteśmy pokoleniem, na którym przeprowadza się taki test. Jedno jest pewne - jego wyniki nie będą zachwycające. Wszystko, co w badaniach krótkoterminowych okaże się niezbyt szkodliwe dla człowieka, jest dopuszczane do produkcji, reklamowane w mediach bombardujących nas chwytami marketingowymi każdego dnia i sprzedawane. Dlatego musimy uważać na to, co jemy. Nie każę nikomu sadzić sałaty na balkonie ani samodzielnie polować. Wystarczy czytać etykiety.
Niepogardziłabym <3

Niezdrowych dodatków do żywności nie sposób wymienić, dlatego na blogu będę pisać o tych najbardziej szkodliwych i najczęściej stosowanych. Co robi z nami mleko w proszku, dlaczego pszenica jest niezdrowa, czy powinniśmy pić mleko, czy "pożywny kotlecik z ziemniaczkami" naprawdę jest pożywny? O tym będę pisać w kolejnych postach.

SPORT
Każdy z nas wie, że ruch jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Jednak w dzisiejszych czasach ludzie mają tendencję do ułatwiania sobie życia do tego stopnia, że nie ruszają się prawie nic. Jadą do pracy SAMOCHODEM (niektórzy nawet pracują w domu), wracają do domu i siadają przed TELEWIZOREM, zakupy zamawiają przez INTERNET, ze znajomymi spotykają się na FACEBOOKU (lub skype, jeśli chce im się gadać). Fryzjera mogą ZAMÓWIĆ do domu, obiad też (często jest to pizza), film wypożyczają kilkoma kliknięciami pilota, zamiast iść do kina. Oczywiście wyolbrzymiam, ale łapiecie, co mam na myśli. Trzeba zacząć się ruszać! Podnieść swoje zwłoki z kanapy i utrudniać sobie życie. Wystarczy choćby pojechać rowerem do szkoły. O tym też będę pisać w kolejnych postach.

TRYB ŻYCIA
Czyli to, o której godzinie się budzimy, kiedy jemy posiłki, ile się ruszamy, jak spędzamy wolny czas, kiedy kładziemy się spać. To wszystko ma przeogromny wpływ na nasze zdrowie. Poranne wypicie kawy, spędzenie kilkunastu godzin w ciągu doby na siedząco, nafaszerowanie się suplementami diety, aby na pewno nie zabrakło nam składników odżywczych i połknięcie wieczorem tabletki nasennej nie wpłynie na nas pozytywnie. Ten temat również będę poruszać.
A czapka gdzie?! W taki upał przecież udaru można dostać...

Wiecie już, czego się spodziewać w kolejnych wpisach. Jeśli macie jakieś pomysły, piszcie w komentarzach. Dzisiaj przedstawię wam jeszcze kilka przerażających faktów z polskich statystyk:

- 51% Polaków przyjmuje regularnie suplementy diety
- 19% jest wieczorem tak zmęczone, że nie może zasnąć
- 84% spędza czas wolny oglądając TV
- 40% w ogóle nie ćwiczy
- 44% pali papierosy regularnie
- 73% je co chce i kiedy chce nie zważając na zdrowie
- 29% nie ma poczucia, że ich zdrowie leży w ich własnych rękach
- 39% ma nadwagę (to jest co trzeci Polak!!!)
- 50% nie potrafi schudnąć, niezależnie co robi
- 63% nie jada kolacji (dla jasności - kolacja jest BARDZO ważna, napiszę o tym jeszcze)

poniedziałek, 12 maja 2014

Wiza tuż tuż...

Witajcie!

Wczoraj dostałam maila od mojej fundacji, że mogę zacząć ubiegać się o wizę! Jak każdy wymieniec będę jechać na wizie J-1, chyba że ktoś wyjeżdża do szkoły prywatnej, wtedy dostaje F-1. Posiadacz wizy J-1 może wjechać do USA 30 dni przed rozpoczęciem programu wymiany i wyjechać do 30 dni po jego zakończeniu.

W wiadomości dostałam instrukcje dotyczące wypełniania wniosku i wszystkich papierów. Czuję się mniej więcej tak samo zagubiona jak wtedy, gdy pierwszy raz ujrzałam swoją aplikację. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy po przeczytaniu tego wszystkiego to: ŻE CO, PROSZĘ?! Tego jest tak dużo i na dodatek jest to masakrycznie zagmatwane, no ale cóż. Jakoś przebrnę przez to wszystko. Na razie muszę iść do fotografa i zrobić zdjęcie wizowe. Nienawidzę takich zdjęć, bo zawsze wychodzi się na nich okropnie. Pociesza mnie fakt, że to zdjęcie na pewno nie będzie gorsze od paszportowego, na którym wyglądam jak córka mordercy (serio, nie przesadzam!), bo się po prostu nie da.

Potem będę chyba zakładać konto na stronie ambasady i kiedyś tam odwiedzę konsula, ale do tego jeszcze daleka droga. Mam nadzieję, że uda mi się zakończyć ten proces w maju. Chciałabym być już w Stanach, mam serdecznie dość polskiej szkoły i tych wszystkich pierdół, które musimy wkuwać na pamięć.

Do napisania :)

piątek, 9 maja 2014

NARESZCIE!

Witajcie:)

Nie, nie dostałam oficjalnego maila o wymianie, choć z tytułu posta mogłoby tak wynikać xD Ale udało mi się skontaktować z host mom!!! Zobaczyłam zieloną kropkę przy jej imieniu na fejsie, więc stwierdziłam, że napiszę do niej. A co, najwyżej nie odpisze i tyle. Więc zaczynam od zwykłego "Hello, how are you?"

...

wyświetlone 15:34

...

Odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz odpisz PLISSSSS! 

Jest! Pojawia się mała chmurka z trzema kropeczkami. Nagle znika. I znowu się pojawia.

Przychodzi wiadomość. Leah pyta, czy dostałam jakieś informacje z fundacji. Odpisuję, że nie, że wciąż czekam. Przez cały czas mam nadzieję, że nie wyłączy nagle czatu. Od tak dawna nie dowiedziałam się nic nowego! Zwariuję od tego nicniewiedzenia! Proszę, napisz coś więcej!!!

Moje prośby zostały wysłuchane xD

Pogadałyśmy przez chwilę, Leah właśnie odwoziła dzieci do szkoły. Była bardzo zdziwiona, że jeszcze nie dostałam maila i napisała, że jak najszybciej skontaktuje się ze swoim szefem w tej sprawie (hmom pracuje w fundacji ISE, z której jadę). HURRA! Może mroczne tajemnice i zagadki mojego placementu w końcu się wyjaśnią :D Oby, bo mam już dość czekania. Następnym krokiem będzie załatwienie wizy. Teraz z uśmiechem wypatruję dalszych wieści :)

I'm so excited!

100 dni, 100 dni, 100 dni...

Witajcie :)

Do mojego wyjazdu na wymianę zostało mniej więcej 100 dni. Nie znam jeszcze dokładnej daty wyjazdu, ale większość wymieńców zaczyna szkołę pod koniec sierpnia, więc przylatuje do USA w połowie tego miesiąca. Będę miała przez to krótsze wakacje, ale to nic. Chciałabym być już być w Stanach! Mam dość polskiej szkoły, tych wszystkich głupich przedmiotów, które są do niczego niepotrzebne i nauczycieli, którzy uważają, że ich przedmiot jest najważniejszy (i jedyny), i którzy chcą ci udowodnić, że nic nie umiesz. Na szczęście minęło już 80% roku szkolnego, więc jakoś wytrzymam. Jeszcze tylko 7 poniedziałków i wakacje!!! YAY!
już niedługo <3

Nawiązując do tematu posta, dziś minęło dokładnie 100 dni od przyjęcia mojej aplikacji. Na stronie internetowej fundacji ISE z moim profilem widnieje napis: Days Unplaced: 100. Błagam, niech ktoś w końcu do mnie napisze! Hmom napisała do mnie 2 miesiące temu i od tamtej pory cisza. Regulamin nie pozwala rodzinie się ze mną kontaktować, dopóki nie dostanę oficjalnego maila, który jakoś jeszcze do mnie nie doszedł. Moja mama kontaktowała się z polską koordynatorką i dowiedziałam się, że szkoła albo rodzina nie dostarczyły jeszcze wszystkich dokumentów. Ale trwa to podejrzanie długo i wydaje mi się, że jest jakiś problem. Mam host mamę w znajomych na fejsie i z jej wpisów wynika, że właśnie się rozwodzi, więc może z tego powodu nie dostałam jeszcze maila. No cóż, pozostaje mi czekać cierpliwie.

Za 100 dni będę już wiedzieć wszystko. Tylko 100 dni...


poniedziałek, 5 maja 2014

Kocham matury!


Do czasu, aż sama nie będę musiała ich pisać xD A mam szczerą nadzieję, że to nigdy nie nastąpi i że uda mi się zostać w USA, zdać SAT lub ACT i GED, bo na High School Diploma raczej liczyć nie mogę, chyba że zmienią mi placement. A mam nadzieję, że nie, bo już przywykłam do myśli, że jadę do Teksasu, gdzie jest CIEPŁO (tak, to bardzo ważne) i host family też wydaje się bardzo miła. Codziennie sprawdzam maila z nadzieją, że dziś jest ten dzień, że dziś dostanę informację o placemencie, że dziś dostanę informaację o czymkolwiek.

Serio.
"O czymkolwiek" byłoby całkiem spoko.

Mam dość tego tkwienia w niepewności. Jadę w końcu do tego Teksasu, czy nie jadę? Czy w ogóle jadę do tej rodziny, czy może nie? A jeśli nie, to do jakiej? Kto w tym momencie przegląda moją aplikację? Co się z nią dzieje? Nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań, a tak bardzo bym chciała. Ale wiem, że już niedługo się czegoś dowiem. Muszę cierpliwie czekać.

O, dzięki wam, kochane matury! Żaden uczeń nie pogardzi trzema dodatkowymi dniami wolnego. Wykorzystam ten czas na wszystko, na co normalnie nie mam czasu. 

1. Pójdę do kina na Niesamowitego Spidermana 2, gdyż pierwsza część spodobała mi się bardzo, a Emma Stone i Andrew Garfield podbili moje serca. Jestem strasznie ciekawa, co się wydarzy w kolejnej części, więc wypad do kina jest absolutnie obowiązkowy. Marnej jakości kinówka z torrentów nie sprawdzi się w tym przypadku.
Jak obejrzę to dam znać, czy było warto :)

2. Przeczytam książki "Gra w kłamstwa" i "Nigdy, przenigdy" Sary Shepard, które czekają na swoją kolej już od paru tygodni. Drugą część wygrałam w konkursie na stronie www.kotek.pl, więc dokupiłam sobie pierwszą, żeby orientować się w fabule. Czytałam pozytywne opinie o tej książce, więc mam nadzieję, że się nie zawiodę. W razie czego zawsze jest allegro.pl :)

3. Kupię sobie rolki. Moje stare wyjeździłam do granic możliwości - kilka tygodni temu jedno z kółek nie wytrzymało i rozwaliło się. Uwielbiam rolki i nie mogę bez nich żyć, więc MUSZĘ kupić nowe, które, mam nadzieję, zabiorę ze sobą do Stanów. Rok bez rolek? Nie ma mowy. Nie wiem, jak ja je załaduję do 23-kilowej walizki, ale znajdę na to sposób, zobaczycie :D

4. Napiszę nowy rozdział mojej książki, albo nawet dwa. Normalnie nie mam na to zbyt wiele czasu i piszę mniej więcej jeden na tydzień, ponieważ stworzenie całego rozdziału, przeczytanie go ponownie i naniesienie poprawek zajmuje mi jakieś 6-8 godzin. Sporo. Ale nigdy nie robię wszystkiego w tym samym dniu, dlatego trochę się to rozkłada w czasie.

5. Trening, trening i jeszcze raz trening. Z wolnych dni trzeba korzystać na maksa, dlatego codziennie przed południem będę ćwiczyć akrobatykę i taniec. Nikogo nie ma w domu, więc mam cały salon dla siebie! Mogę robić tyle piruetów, ile dusza zapragnie i żadna siostra ani mama nie będą mówić: "Nie zasłaniaj, nie widzisz, że oglądam?!", "Przestań kręcić te piruety, bo robisz wiatr i mi zimno!", "Masz swój pokój, tam możesz ćwiczyć". Taka okazja nie może się zmarnować.

Moje piruety: