Motto dzisiejszego dnia to "szczęśliwi czasu nie liczą", tak więc nie liczyłam, jak długo uprawiałam sport.
Rano poczytałam książkę i pograłam z Mają w szachy, potem graliśmy całą rodziną w grę "Piraci", która jest absolutnie odlotowa i polecam ją wszystkim. Nie było niespodzianki i oczywiście wygrałam, ale w następnej partii pokonała mnie siostra. Ja miałam 90 pkt a ona 93, jednak wszystko dlatego, że cała familia się na mnie uwzięła, żeby mi pokazać, jak to jest przegrać. Mama i tato robili wszystko, żeby utrudnić mi grę, ale poszło nie po ich myśli i wygrała Maja a nie oni, chociaż ona w ogóle nie miała pojęcia, o co chodzi i nie rozumiała zasad xD
Przy okazji zjadłam kawałek placka i wypiłam koktajl, a potem mama i tato wyciągnęli luksusowe czekolady z Lidnta i Toblerone, więc nie mogłam się oprzeć i zjadłam. Ale było nieźle, bo kiedyś zjadałam całą czekoladę na raz, a teraz zjadłam po kawałku z kilku rodzajów, więc nie zjadłam nawet jednej tabliczki, gdyby to podsumować.
Potem poszliśmy z tatą i Mają na boisko obok bloku i strzelaliśmy z łuków w pudełko. Ja trafiałam 1/3 strzałów, więc było nieźle jak na 3 raz w życiu xD Poszliśmy do domu po ósmej, kiedy zaczęły gryźć komary i oglądaliśmy noc kabaretową. Uśmiałam się jak nie wiem co :)
Udało mi się też nauczyć Maję kawałka tańca "Chandelier" i strasznie jej się to spodobało. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo dodam filmik jak ona to tańczy. A przy okazji dziękuję wam za te wszystkie miłe komentarze pod dzisiejszym filmikiem z moim tańcem. Cieszę się, że wam się podoba, jestem mega zmotywowana do dalszej pracy!
Jedzenie:
śniadanie: omlet z borówkami i konfiturą z porzeczek
II śniadanie: sałatka
obiad: mięso z indyka, mizeria, ziemniaki, fasolka
przekąska: koktail z jagód i truskawek, placek ze śliwkami, kawałek czekolady
kolacja: kanapki z powidłem śliwkowym i białym serem, kawałek melona
Nie dodałam wczoraj posta, bo byłam u babci i nie zdążyłam. Rano poczytałam książkę i zrobiłam trening z Ewą Chodakowską, a później wróciłam do nauki tańca do piosenki "Chandelier". Oto efekty dwudniowej pracy nad tym układem:
Później pojechałam z mamą do babci, żeby odebrać Maję. Przy okazji udało nam się nakręcić na łące 2 odcinki Zwariowanych, których w domu raczej byśmy nie nakręciły, bo mamy za mało miejsca. Poskakałam na trampolinie, pomogłam babci w ogrodzie, zjadłam mnóstwo owoców prostko z krzaków (moja babcia ma ogromny ogród, który kocham <3).
Podsumowanie dnia:
Sport:
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
taniec - 80 minut
Jedzenie: śniadanie: jajecznica z cebulą, kanapka z białym serem, pomidorem i sałatą
obiad: paluszki rybne, warzywa gotowane na patelni
przekąski: kawałek makowca u babci, porzeczki, borówki, maliny, truskawki, morele
kolacja: 6 pierogów z jagodami (nie mam zdjęcia, ale chyba każdy wie, jak wyglądają pierogi :D)
Dzisiaj znowu mi się nic nie chciało. Rano skończyłam czytać Harry'ego Pottera, posiedziałam przed komputerem i próbowałam rozwiązać mój problem. Chodzi o to, że nie wiem, czy kupić sobie nowy telefon teraz czy w USA. Mój obecny jest tak stary, że nie będzie tam działał, więc tak czy siak coś kupić muszę. Najpierw stwierdziłam, że pojadę bez telefonu i na miejscu kupię iPhone'a. No ale mama się nie zgodziła i powiedziała, że muszę mieć telefon podczas podróży i jakiś mi kupi. Mówiła coś o Nokii Lumii i stwierdziła, że w Stanach i tak mogę sobie kupić nowy telefon, jeśli ten mi nie odpowiada. Ale skoro już mam jakiś kupować, to nie lepiej kupić od razu dobry? O ludzie, mam taki mętlik w głowie... A co to znaczy dobry? Jak go wybrać? Znam się na elektronice mniej więcej tak, jak mój kot (nie mam kota), więc chyba zwariuję. Wiem tyle, że będę robić mnóstwo zdjęć i FILMIKÓW (o tak, filmiki rządzą xD) i mam kolejny dylemat, ponieważ mogę kupić tą Nokię w Polsce a w stanach aparat lub kamerę, a nie iPhone'a... Ale gdybym miała kupować telefon, to wiele osób odradza iPhone'a a poleca Sony Xperia Cośtam (tyle tych modeli, że aż mnie mdli) albo Samsung Galaxy Milion Pięćset Sto Dziewięćset. Chyba się domyślacie, jak bardzo jestem skołowana. Napiszcie mi w komentarzach, co wy byście zrobili na moim miejscu i dlaczego. Mam nadzieję, że ochotnicy znający się na telefonach nie wyginęli na wojnie.
Potem zaczęłam oglądać "Najlepsze najgorsze wakacje" ale po pięciu minutach zaczęło mnie roznosić i nie wysiedziałam na fotelu. Postanowiłam zrobić trening tańca, ale uznałam, że nie opłaca mi się robić normalnej rozgrzewki, skoro mogę się rozgrzać treningiem z Ewą Chodakowską. W końcu i tak obiecałam sobie, że dzisiaj będę z nią ćwiczyć. Tak więc zrobiłam jej trening, po czym zabrałam się za rozciąganie i zaczęłam tańczyć. Akurat w TV leciała Sia Chandelier, więc pomyślałam sobie, dlaczego by się nie zacząć uczyć tego tańca. No i się nauczyłam. Na razie tylko do momentu, kiedy Maddie (ta tancerka, którą ubóstwiam) siedzi w szpagacie, ale jutro mam zamiar to skończyć i wam pokazać. Może nawet nakręcę odcinek z nauką tego tańca, jeśli byście chcieli. O tym też możecie napisać w komentarzu.
Później zagrałam w szachy sama ze sobą, bo nie miałam z kim. Przyjaciółka z bloku - Oliwia - wyjechała nad morze i wraca dopiero w środę, a z Adą planujemy się spotkać na drugą część nocy filmowej Harry'ego Pottera, ale ona też gdzieś wyjeżdża. Także grałam forever alone, ale i tak było fajnie. Czarne wygrały (byłam bezstronna! przysięgam!). Potem poczytałam "Molly Moon and the Monster Music" i zrobiłam placek z mamą. Placek jest ze śliwkami i właśnie siedzi w piekarniku. Mama powiedziała, że nie mogła już wytrzymać i musiała upiec placek, bo słodycze ze sklepu są ohydne, a chciało jej się słodkiego. Ale ja nie mam zamiaru go jeść, bo jestem na Wyzwaniu, poza tym wolę owoce - zeżarłam chyba pół kilo śliwek, które mama kupiła na targu. Były przepyszne, jak je jadłam to gadałam normalnie jak Makłowicz w tych swoich filmach xD MMM... BELLA, FANTASTICO! WOW! Na swoje usprawiedliwienie powiem, że od roku nie jadłam śliwek! No i jak tu się nimi nie zachwycać... Do tego zjadłam pół talerza borówek, bo mama jak zwykle nie mogła się pohamować będąc na targu i nakupiła furę warzyw i owoców. Potem będzie na mnie, że nie jem i się marnuje, ale mama nie ma w zwyczaju wypominania takich rzeczy (to znaczy ma, ale tak naprawdę się nie złości). Obie twierdzimy, że lepiej, żeby się zmarnowało, niż żeby zjeść za dużo. Dzieciom w Afryce tak czy siak to nie pomoże.
Dochodzą do mnie z dołu z piekarnika przecudne zapachy placka, ale obiecuję nie zjeść ani okruszka! Przejdę do podsumowania dnia 24 (dopiero był 3...), a na dole mam jeszcze do was pytania, żeby ułatwić wam komentowanie.
Sport:
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
taniec - 120 minut
Jedzenie: śniadanie: kanapka z białym serem i pomidorem, sałatka (ta sama co wczoraj i poniżej)
II śniadanie: sałatka z ryżem, kurczakiem, winogronami, pomarańczą, rodzynkami i ananasem
obiad: kurczak, ryż, cukinia z papryką żółtą i zieloną oraz cebulą (niebo w gębie)
kolacja: pół kilo śliwek i ze trzy porządne garści borówek
Ocena:
-5
Pytania (nie każę odpowiadać na wszystkie ;D):
1. Co mam zrobić w sprawie telefonu, żeby nie zwariować?
2. Czy nakręcić filmik jak tańczę do Chandelier?
3. Czy nakręcić filmik z nauką tego tańca?
4. Czy podoba Wam się sposób w jaki prowadzę bloga? Może za dużo piszę na jakiś temat, może w ogóle za dużo piszę, a może coś pomijam... Ten blog jest dla Was, więc się wypowiedzcie.
A na koniec zdjęcia jedzenia:
Na drugie śniadanie ta sama sałatka w tej samej ilości,
więc nie robiłam zdjęcia.
Ta cukinia była powalająca! Muszę się nauczyć taką robić.
Dzisiaj od rana do południa kręciłam piąty sezon Zwariowanych. Mam już 8 odcinków, 4 będę musiała nakręcić na podwórku, bo w domu się nie zmieszczę, a w pozostałych 8 ma być Maja, która teraz jest u babci. Miała wrócić dzisiaj, ale wyszło tak, że wróci dopiero w piątek.
Potem czytałam 4 część Harry'ego Pottera, zostało mi jeszcze 130 stron, pewnie dzisiaj przeczytam jeszcze jeden rozdział, ewentualnie dwa lub wszystkie xD Zrobiłam obiad dla siebie i dla mamy, znowu czytałam, zmontowałam nagrane rano filmiki, posprzątałam w pokoju, a wieczorem jeszcze zeszłam do salonu i gadałam z mamą, bo nic mi się nie chciało. Zrobiłam sobie dzień wolny od ćwiczeń z Ewą Chodakowską, jakoś miałam dzisiaj lenia i wolałam ponicnierobić, poczytać i pogadać.
Podsumowanie 23 dnia (został jeszcze tylko tydzień O.o):
Sport:
akrobatyka i kręcenie Zwariowanych - 120 minut
Jedzenie: śniadanie: musli z kefirem i z jagodami
II śniadanie: sałatka z ryżem, kurczakiem, winogronami, pomarańczą, rodzynkami i ananasem
obiad: cukinia w bułce, fasolka szparagowa w bułce, jajko z cebulą
kolacja: kanapki z chlebem żytnim, białym serem, powidłem śliwkowym od babci i kawa mrożona z Thermomixa
Dzisiaj rano pojechałam rowerem do dentysty. Okazało się, że mam do zaplombowania 4 zęby, więc do kosztów wymiany można dorzucić 400 zł. Ktoś się pytał, skąd taka duża suma (35 tys.) za wymianę, skoro program kosztuje 5500 $ - no właśnie z takich dodatkowych wydatków. Mam już 2 zęby zrobione, kolejne dwa w przyszłą środę.
Potem wróciłam do domu. Był straszny upał, ale jakoś dojechałam i natychmiast wzięłam prysznic. Poczytałam 4 część Harry'ego Pottera i jestem już na 300 stronie, pewnie wieczorem jeszcze trochę przeczytam. Nakręciłam filmik o wymianie, pierwszy z serii, kolejne będą się pojawiać w każdy wtorek o 17:00, także subskrybujcie mój kanał i wypatrujcie. W zasadzie nie robiłam dzisiaj nic innego, teraz będę jeszcze ćwiczyć z Ewą Chodakowską, więc od razu dopisuję to do podsumowania.
Jeśli chodzi o jedzenie, to przez ostanie kilka dni wyjadam resztki z lodówki, w końcu trzeba zjeść to, co jest, a to wcale nie jest takie łatwe, jak taty i siostry nie ma w domu. Także moje posiłki codziennie się powtarzają, po prostu dostaliśmy dużo jedzenia z chrzcin, więc to jem. Na szczęście wszystko jest dobre :) Mogłyśmy wziąć z mamą jeszcze placki, których było bardzo dużo, ale stanowczo zaprotestowałam i całe szczęście, bo bym je pewnie teraz pałaszowała :)
W dodatku jestem mega podekscytowana, bo napisała do mnie na fb taka babka, która jest instruktorką tańca w takim zespole w Krośnie i zapytała, czy nie przyjechałabym do nich poprowadzić warsztaty. Oczywiście zgodziłam się i w niedzielę na 12:00 jadę z tatą do Krosna! Mam zamiar nagrać stamtąd filmik i porobić zdjęcia, na bank dodam je na Facebooka, więc polubcie moją stronę (link na górze bloga w pasku) i będziecie mogli je zobaczyć. Już się nie mogę doczekać, będzie fantastycznie!!!
Podsumowanie 22 dnia:
Sport:
rower - 80 minut
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
rozciąganie - 30 minut
Jedzenie: śniadanie: sałatka ta co wczoraj, tymbalik
obiad: kapusta, ryba po grecku (to co wczoraj)
przekąska: jagody z Bieluchem i płatkami migdałowymi, garść orzechów laskowych
kolacja: sałatka z rukolą, białym serem, łososiem, pomidorem, ogórkiem, oliwą i musztardą francuską
Wczoraj byłam na chrzcinach i miałam wolne od Wyzwania, więc dodaję sobie 1 dzień, dlatego dzisiaj jest dzień 21 a nie 22. Zacznę od podsumowania i zdjęć:
Sport: (dzisiaj nie liczyłam czasu)
kręcenie 3 odcinków Zwariowanych
taniec
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
Jedzenie: śniadanie: sałatka nie wiem z czego, ponieważ dostaliśmy ją z chrzcin, kanapka z sałatą i z łososiem
obiad: kotlet mielony, kapusta, a to trzecie na zdjęciu to pyszna ryba z chrzcin
kolacja: kanapka z serem białym i powidłem śliwkowym, 3 brzoskwinie ufo
po kolacji: kawałek arbuza
Ocena:
6
W piątek wieczorem usłyszałam, jak ktoś w salonie powiedział "Jack Sparrow", więc zerwałam się na nogi i zbiegłam na dół. Okazało się, że lecą Piraci z Karaibów, a tego nie mogłam przepuścić. Do 11 w nocy oglądałam TV z siostrą i z mamą. Mama wyciągnęła czekolady, które kupiła wcześniej tego dnia, a były to różne drogie marki np. Lindt pistacjowa a druga miętowa. Do tego kupiła lody miętowe z Grycana, czyli moim zdaniem najlepsze <3 Nie skusiłam się na nic! Jestem z siebie mega dumna :)
Wczoraj byłam na chrzcinach córki brata mojej mamy. Było bardzo fajnie i nawet nie zjadłam tak dużo placków :) Tzn. zjadłam dużo, ale mniej niż zazwyczaj, więc jest ok. Poza tym skończyłam czytać Uczennicę Maga i polecam tą książkę wszystkim, była fantastyczna.
Dzisiaj skończyłam poprawianie mojej książki!!! Nareszcie, ufff... Teraz pozostaje rozesłanie jej do wydawnictw i nadzieja, że ktoś ją wyda. Potem nakręciłam 3 odcinki Zwariowanych (nie pytajcie o czym, nie spojleruję) i trochę potańczyłam. Nakręcone odcinki przerobiłam i czekają na premierę. W zasadzie nie robiłam nic innego, bo to pożarło cały mój czas. Napisałam także maila do polskiej koordynatorki i wysłałam moje oceny i szczepienia, dodatkowo zapytałam o host family. Dostałam odpowiedź, że jest już dla mnie potencjalna rodzina, ale fundacja czeka na przysłanie wszystkich dokumentów. Grrr... mogli by się pospieszyć, muszę im jeszcze kupić prezenty!
Dzisiaj po śniadaniu grałam z moją rodzinką w Farmera. O Boże, ale się wynudziłam!!! Moja siostra jako jedyna miała szczęście i wygrała, podczas gdy my nie mogliśmy nacieszyć się posiadaniem choćby owcy przez dłużej niż jedną kolejkę. W końcu tato stwierdził, że nie chce mu się już grać, bo to oczywiste, że Maja wygrała, a ja go poparłam i też wyłączyłam się z gry. Potem poszłam z mamą na zakupy, gotowałam z rodzicami obiad i było ekstra, a po obiedzie poprawiłam trochę książki i czytałam Uczennicę Maga. To coś ma 800 stron, jestem teraz na 500 i mam zamiar przeczytać dzisiaj co najmniej 100 kolejnych. A co do mojej książki to zostały mi 3 rozdziały, więc w poniedziałek wysyłam do wydawnictw! Juhu, nareszcie! Czekałam na ten moment od grudnia.
Jutro jadę na chrzciny. Pewnie będzie dużo placków, tort i takie tam, więc dam sobie dzień wolnego od Wyzwania. Nie oznacza to wcale, że się zapomnę i pochłonę wszystko, co będzie na stole, o nie! A przynajmniej mam taką nadzieję... :D Wezmę sobie książkę i jak będę chciała dołożyć sobie setny kawałek ciasta to zacznę czytać. Nie potrafię czytać i jeść jednocześnie, więc czytanie z pewnością wygra.
Dzisiaj nie miałam sportu, bo cała rodzinka była w domu i non stop ktoś coś ode mnie chciał, wchodził, wychodził, wołał. Także trudno. Mój tato kupił strzały do łuku, więc w przyszłym tygodniu będę sobie strzelać na boisku przy bloku, można to chyba uznać za dodatkowy sport.
Ostatnio kilka(dziesiąt) osób pytało mnie, czy zrobię vloga o porannej rutynie. Odpowiadam, że NIE ZROBIĘ. To byłby najnudniejszy i najkrótszy filmik świata, gdyż rano od razu po przebudzeniu idę do łazienki, potem czytam książkę przez 0,5 do 1 godziny, następnie jem śniadanie i czeszę włosy. Tyle. Arcyciekawe to to nie jest.
Podsumowanie 20 dnia:
Sport:
nic
Jedzenie: śniadanie: sałatka taka jak zawsze
II śniadanie: pół serka ziarnistego
obiad: kotlet mielony, 1,5 ziemniaka, kalafior w bułce, mizeria
Dzisiaj nie będę wam opisywać całego dnia, bo nie robiłam nic ciekawego. Pamiętacie jak pisałam, że będę odpowiadać na komentarze w niedziele? No więc się rozmyśliłam. Przez 2 doby dałam sobie spokój, a jak dzisiaj weszłam na YT, to miałam 43 komentarze. A to tylko na YT! Od dzisiaj znów odpowiadam na bieżąco.
Pojawiło się kilka nowości i szans... ale na razie nie jest to nic pewnego, więc nie będę o tym pisać. Jak się dowiem konkretów, wtedy was poinformuję. Mam też zamiar napisać maila do polskiej koordynatorki, ponieważ DALEJ nie mam rodziny, a do wyjazdu pozostało tak niewiele.
Podsumowanie 19 dnia (ale to szybko leci!):
Sport:
akrobatyka - 110 minut
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
Jedzenie: śniadanie: kanapki z serkiem ziarnistym i pomidorem + zielona herbata
II śniadanie: borówki amerykańskie z maślanką i otrębami
obiad: kapusta, ta co wczoraj
kolacja: 6 plastrów cukinii w bułce i kapusta
Potem mój tato wrócił z siostrą do domu. Nie widziałam go od 2 tygodni, więc się ucieszyłam :) Gadaliśmy razem z mamą przez jakiś czas i wszystkim nam chciało się słodkiego, więc otworzyłam moje ciastka, które dostałam z Norwegii i były pyszne, zjadłam aż 5. Miały czekoladową skorupkę, wewnątrz warstwę marcepanu i kremu truskawkowego... rozpływały się w ustach. Nie powinnam jeść, ale to była wyjątkowa okazja i wyjątkowe ciastka, więc sobie wybaczam. W niedzielę jadę na chrzciny i pewnie będzie masa placków, więc trzymajcie za mnie kciuki, żebym nic nie zjadła, bo rzucanie słodyczowego nałogu idzie mi coraz lepiej. No tak... mówiłam, że nie będę opisywać dnia, a tu taka notka...
Ocena: 3+ (za te ciastka i za branie dokładki cukinii, bez której spokojnie bym przeżyła)
Wyciągnęłam taki wniosek, że owoce powinnam jeść na 3 posiłek, bo wtedy mi się nie chce już nic słodkiego. Od jutra postaram się do tego zastosować.
Wczoraj zrobiłam tyyyyle rzeczy, że aż brakło mi czasu na napisanie notki. Nakręciłam chyba z 6 vlogów, więc moja seria o zdrowym odżywianiu jest już gotowa. Filmiki będą publikowane przez całe wakacje w każdy poniedziałek o 17:00. Powiedziałam tam wszystko, co wiem, więc nie będę pisać o tym na blogu. Potem przerobiłam te filmiki i wrzuciłam je na YT, dodałam opisy i zabrałam się za czytanie gazety "Pierwszy milion", która leży na mojej półce już z miesiąc i nikt jej nie rusza. Doszłam AŻ do 21 strony... ale trochę się dowiedziałam. Jeśli chcecie kupić sukienkę zaprojektowaną przez siebie, wejdźcie tu: http://placefordress.com/. Potem wysłałam maile do różnych wydawnictw w sprawie mojej książki, przerobiłam 18 rozdział i miałam czas, żeby poczytać "Uczennicę Maga". Następnie wyrzuciłam do śmieci szkolne zeszyty (mwahahaha!) i przygotowałam książki do sprzedania. Teraz tylko muszę się wybrać rowerem do antykwariatów i je sprzedać. Wieczorem pojechałam z mamą rowerem do Reala i do ToysRus, żeby kupić coś kuzynce na chrzciny. Znalazłyśmy takie fajne krzesełko:
Myślę, że to będzie nawet fajny prezent. Moja mama chciała kupić złote kolczyki, ale ja się uparłam, że lepiej kupić coś praktycznego. Jak wróciłyśmy do domu, to była już 22. Byłam wykończona, więc szybko (jak na mnie xD) się umyłam i pół godziny później padłam półmartwa na łóżko. Oczywiście mój kochany mózg nie dał mi zasnąć jeszcze przez 40 minut, bo koniecznie musiał wymyślać nowe rozdziały mojej książki! Jakby nie mógł tego robić w dzień! W każdym razie zasnęłam po 11.
A to podsumowanie 18 dnia wyzwania:
Sport:
rower - 90 minut
Jedzenie: śniadanie: musli z jogurtem naturalnym
obiad: kurczak z warzywami i kolorowym makaronem
przekąski: jabłko, koktail truskawkowo-jagodowy z otrębami, borówki amerykańskie (oczywiście nie wszystko na raz)
kolacja: 4 plastry cukinii w bułce i kapusta z marchewką i z kiełbasą
Ocena: -5
pod spodem jest jogurt, ale go nie widać :D
to samo, co wczoraj
i jak tu jeść słodycze, skoro pod nosem takie pyszności?
Zacznę od podsumowania 17 dnia Wyzwania, a moje arcyciekawe wywody życiowe znajdziecie pod zdjęciami jedzenia z dzisiaj xD
Sport:
SKALPEL WYZWANIE - 40 minut
rozciąganie - 30 minut
akrobatyka i taniec (głównie skoki) - 20 minut
Jedzenie: śniadanie: jajecznica i kanapka z Bieluchem, ogórkiem i pomidorami + zielona herbata
obiad: kurczak z warzywami i kolorowym makaronem
przekąska: sałatka owocowa (taka jak wczoraj)
kolacja: 7 plastrów cukinii w bułce (nie zrobiłam zdjęcia, ale jest w poście z wczoraj)
Ocena: 5+
Rano poszłam na zakupy, zrobiłam śniadanie i poprawiłam 16 rozdział mojej książki. Potem wzięłam się za kręcenie vlogów o zdrowym odżywianiu i tak się rozgadałam, że każdy z nich trwa - o zgrozo - kilkanaście minut! Ciekawe czy jakiś widz dotrwa do końca... xD Potem poodpisywałam na wszystkie komentarze i sprawdziłam ze 20 razy, czy dostałam maila o host rodzinie. Nic nie przyszło, więc wkurzyłam się - za miesiąc mam wyjeżdżać, a ja dalej nic nie wiem!!! Jak do poniedziałku nie dostanę nowych wiadomości, to napiszę do nich, bo nawet nie wiem, w jakim kraju będę chodzić do szkoły we wrześniu. A co do komentarzy to stwierdziłam, że będę odpisywać na nie tylko w niedziele, bo inaczej wchodzę w te skrzynki odbiorcze na wszystkich moich stronach milion razy dziennie i marnuję sporo czasu, gdyż szybkość mojego internetu i pięcioletniego laptopa pozostawia wiele do życzenia.
Potem ugotowałam obiad i nareszcie znalazłam trochę czasu, żeby poczytać książkę. Juhu! Było zimno po deszczu, ale ja się uparłam i wywlokłam na balkon mój nowy fotel, owinęłam się mięciutkim kocykiem i udało mi się przeczytać 100 stron. Tylko. Wiecie - w tamtym roku w wakacje czytałam książkę dziennie, a teraz tylko 100 stron?! To się musi zmienić. Dlatego będę oszczędzać czas na komentarzach, nakręcę w tym tygodniu wszystkie filmiki o odżywianiu (zostało mi 6), a w kolejnych 2 tygodniach cały 5 sezon Zwariowanych i go obrobię, wrzucę na YT i ogarnę ustawienia. Tym sposobem sierpień zostanie mi na czytanie książek!
Nie wiadomo kiedy wybiła 18:00, więc zjadłam kolację i poprawiłam jeszcze jeden rozdział książki. Potem zabrałam się za sport i teraz idę gotować z mamą obiad na jutro. Muszę się nauczyć gotować jak najwięcej rzeczy, żeby w Ameryce nie być skazana na McDonalda i inne syfy, bo tego bym nie przeżyła.