poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Wyprawa do Warszawy #2 - aplikacja, list motywacyjny, stypendia, TOEFL

Witajcie,
dzisiaj część druga posta o studiowaniu w USA :) Plan całych targów umieściłam we wczorajszym poście, więc możecie do niego zajrzeć w każdym momencie. Teraz opowiem wam o pozostałych prezentacjach i o reszcie mojego zakręconego dnia.

Drugi wykład poprowadził Christopher Medalis, dyrektor EducationUSA. Mówił o tym, jak napisać dobrą aplikację, list motywacyjny i listy rekomendacyjne.
Chris Medalis
Pierwsza rzecz, którą musimy napisać aplikując na studia w Stanach to list motywacyjny. Mamy w nim opisać siebie i przekonać uczelnię, dlaczego to właśnie my powinniśmy zostać wybrani. Podobno na jedno miejsce jest ok. 10 osób, więc to bardzo ważne. Poza tym w USA nie patrzy się tak bardzo na oceny. Nie mówię, że one się nie liczą, bo jest całkiem odwrotnie, ale tutaj dobre stopnie to nie wszystko. Do każdego ucznia podchodzi się indywidualnie, przegląda się jego aplikację dokładnie i bierze się pod uwagę całokształt, a nie wpisuje dane do komputera, który liczy punkty, jak to często bywa w Polsce. Liczy się zaangażowanie w życie poza szkołą. Są to wszelkiego rodzaju sporty, zajęcia dodatkowe, prace charytatywne itp. Lepiej jest mieć trochę gorsze oceny a za to pomagać w szpitalu czy mieć sukcesy w sporcie. W waszym liście musicie pokazać, że nie jesteście przeciętni, że się wyróżniacie, że robicie coś więcej. Amerykanie bardzo to cenią.

Druga rzecz to listy rekomendacyjne od osób postronnych, najczęściej o ich napisanie prosi się nauczycieli. Do aplikacji załącza się zazwyczaj 2 albo 3 listy. Ich autor musi opisać w nich was nie tylko jako uczniów, ale również jako osoby. Zazwyczaj nauczyciele w USA piszą, że dana osoba jest top 5% student, top 10% student, czy coś w tym stylu. Polacy mają duże problemy z tymi listami, ponieważ nasi nauczyciele po prostu nie umieją ich pisać.

Ważne jest to, że uczeń nie powinien czytać tych listów. Najlepiej zrzec się prawa do czytania, wtedy komisja oceniająca widzi nas w lepszym świetle. Jeśli tego nie zrobimy, mogą to uznać za podejrzane i zastanawiać się, dlaczego chcieliśmy je przeczytać. Może baliśmy się, że nauczyciel napisał coś, co nie jest nam na rękę? Najlepiej po prostu zaznaczyć, że zrzekamy się prawa do przeczytania listu i po kłopocie.

Trzecia prezentacja była o finansowaniu studiów w USA. Jest to problem zarówno dla obcokrajowców jak i dla Amerykanów. Dofinansowanie najlepiej uzyskać z uczelni, na którą aplikujemy. Wniosek razem z sytuacją materialną w rodzinie wysyła się na uczelnię chyba razem z aplikacją, ale nie jestem pewna, lepiej sobie to sprawdźcie w internecie. W każdym razie uczelnie biorą to pod uwagę, więc biedniejsi uczniowie mogą się czasem nie dostać tam gdzie by chcieli, bo uczelnia odrzuci ich ze względu na brak możliwości płacenia za studia lub przyzna im za niskie stypendium i wciąż nie będą w stanie płacić czesnego.
pani Maria Brzostek, Konsultat Generalny USA, trzecia prezentacja
Jest też grupa uniwersytetów, która nazywa się Need-blind admission. Jest to sposób przyjmowania studentów bez patrzenia na ich sytuację materialną. Najpierw wybiera się najlepszych kandydatów, a następnie prosi się ich o wysłanie dokumentów potwierdzających dochody w rodzinie i bieżące wydatki. Jeśli się okaże, że dana osoba nie jest w stanie pokryć kosztu studiów, dostaje ona stypendium. Uczelnia może płacić tylko część czesnego lub też opłacać nam 100% wydatków, włącznie z kosztami utrzymania. Więcej informacji znajdziecie w Wikipedii pod tym linkiem: http://en.wikipedia.org/wiki/Need-blind_admission.
lista uniwersytetów need-blind
Czwarta prezentacja została przygotowana przez panią Joannę Wrzesińską z Educational Testing Service (ETS) Global w Warszawie i dotyczyła testu TOEFL. Ten test jest wymagany od wszystkich obcokrajowców aplikujących na amerykańskie uczelnie, pozieważ ocienia on nasz poziom znajomości angielskiego. Został przygotowany przez grono naukowców, którzy zbadali, jakie umiejętności językowe są najpotrzebniejsze na studiach. Sprawdza on naszą umiejętność posługiwania się językiem w praktyce, dlatego nie znajdziemy w nim zadań gramatycznych ani przekształceń zdań. Możemy za to usłyszeć fragment wykładu i zrobić z niego notatki albo przeprowadzić rozmowę w bibliotece. Podobno 90% osób zdających ten test osiąga wynik pozwalający dostać się na studia.
prezentacja pani Joanny o TOEFLu

szczegółowy opis egzaminu TOEFL
Znowu się rozpisałam, a tyle jeszcze zostało... No nic, podzielę ten post na 3 części, ostatnią (mam nadzieję) postaram się dodać jutro :D Została jeszcze prezentacja o SAT i ACT, którą opiszę bardzo dokładnie, gdyż dużo się tam dowiedziałam, oraz opis reszty mojego dnia. Do napisania :)

niedziela, 13 kwietnia 2014

Wyprawa do Warszawy #1 - Amerykańskie Targi Edukacyjne 2014

Witajcie :)
Dzisiejszy post będzie o moim przedwczorajszym wyjeździe na Amerykańskie Targi Edukacyjne (tu macie link ze szczegółami: http://educationusa.pl/22/amerykanskie-targi-2014/40/v16/). Dowiedziałam się o nich już ponad miesiąc temu dzięki grupie wymieńców na facebooku. Na początku w ogóle nie brałam pod uwagę możliwości wyjazdu, z dwóch przyczyn. Po pierwsze, jestem z Rzeszowa, więc perspektywa tłuczenia się autokarem przez 6 godzin po polskich drogach niezbyt do mnie przemawia. Po drugie, uznałam że do studiów została mi jeszcze masa czasu, więc nie miałam motywacji. Ale kiedy przyjaciółka zaproponowała mi wspólny wyjazd, po prostu nie mogłam odmówić :D Ado, z tego miejsca dziękuję ci za wyciągnięcie mnie na te "warsztaty". Dzięki tobie w ogóle jadę na wymianę, a jeśli się okaże, że dostanę się na Harvard za twoją zasługą, to nie wiem, jak ci się odwdzięczę. Albo wiem. Postawię ci gorącą czekoladę xD Na razie mogę jedynie powiedzieć: (RAFAELLO)

Planowałam wyjazd na Targi od marca, odliczałam nawet dni. Razem z Adą zrobiłyśmy listę miejsc, które musimy "zwiedzić". Uprzedzam was, że odstaję od kryteriów normalności pod wieloma względami (co pewnie zauważycie jeszcze nie raz :D) więc prezentowała się ona nieco inaczej, niż sobie wyobrażacie:

  1. Starbucks (gdyż nie ma go w Rzeszowie)
  2. Bubble Tea (kocham <3 Ale oczywiście tego w Rzeszowie też nie ma!)
  3. Burger King (nigdy tam nie byłam, czas nadrobić zaległości. Oto kolejna rzecz, której nie ma w Rzeszowie)
  4. Makaroniki (mam na myśli te francuskie ciasteczka, które z resztą kilkakrotnie próbowałam zrobić sama, ale nie potrafię upiec takich ślicznych, jak te oryginalne. Jeszcze nie xD A tak btw, to ich też się nie da dostać w Rzeszowie)
  5. Pijalnia czekolady Wedel (zgadnijcie co: tego też nie ma w Rzeszowie -,-)

Wnioski: 1. w stolicy województwa podkarpackiego brak nowoczesnych lokali gastronomicznych; 2. moje plany odchudzania wciąż są tylko planami xD Ale wróćmy do tematu. Fakt, że niedługo znajdę się w stolicy zupełnie sama dotarł do mnie dopiero dzień przed wyjazdem. Poszłam wcześnie spać, bo musiałam się obudzić o 2:00 w nocy. Godzinę później miałam autobus, w którym trochę pospałam, ale niezbyt dużo. Sporą część drogi przegadałam z Adą, dlatego podróż minęła mi bardzo szybko. Dojechałyśmy na dworzec centralny o 8:00, do Targów zostało półtorej godziny.

Najpierw postanowiłyśmy pójść do Starbucksa na kawę. W domu sprawdziłam na mapach Google, gdzie to się mniej więcej znajduje, ale po przyjeździe okazało się, że orientowałam się raczej mniej niż więcej. Po okrążeniu całych podziemi pod skrzyżowaniem i wyjściu na każdy możliwy sposób zdecydowałyśmy się sprawdzić w internecie adres lokalu. Całe szczęście, że na dworcu było wi-fi. Udało nam się dotrzeć do Starbucksa i kupiłyśmy sobie Frappucino - ja karmelowe, a Ada czekoladowe. Nie był to dobry pomysł (choć pod względem smaku byłam jak najbardziej usatysfakcjonowana), ponieważ na dworze było zaledwie kilka stopni, a nasze napoje składały się głównie z lodu. Brrr... Mi się nic nie stało, bo przez całą zimę ćwiczyłam w domu akrobatykę przy otwartym oknie kilka razy w tygodniu (i i tak było mi gorąco xD), ale Adę rozbolało gardło i pod koniec naszego wyjazdu ledwo mówiła :(
moje karmelowe Frappucino <3
Później poszłyśmy na przystanek i marzłyśmy w oczekiwaniu na autobus, który spóźnił się chyba z 10 minut. Gdy do niego wsiadłam to myślałam, że mi ręce odpadną, zwłaszcza że przez cały czas trzymałam w nich lodowate Frappucino. Ale przynajmniej pojechałyśmy w dobrą stronę, a to już duża część sukcesu. Teraz trzeba było tylko wysiąść na dobrym przystanku. Udało się! Co prawda po wyjściu z autobusu była 9:27 a ja byłam przekonana, że Biblioteka Uniwersytecka znajduje się na drugim końcu ulicy xD Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że budynek stoi kilka metrów za mną, a ja się nie zorientowałam :D
Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego
W końcu weszłyśmy do środka. Przedstawiciele różnych uniwersytetów z USA mieli tam swoje stanowiska i odpowiadali na wszystkie pytania. Nie wiedziałam o co mogłabym zapytać, więc od razu poszłyśmy na trzecie piętro na salę wykładową. Przechodząc przez bibliotekę byłam zachwycona jej rozmiarami i ilością książek oraz czasopism wszelkiego rodzaju. Mogłabym siedzieć tam i czytać przez cały dzień. Doszłyśmy na górę i zajęłyśmy miejsca na sali w oczekiwaniu na pierwszą prezentację.
plan targów (ja byłam tylko na części dla licealistów)
Jako pierwsi wypowiadali się studenci, którzy wyjechali do USA na studia i wrócili już do Polski. Jeden z nich skończył Harvard, a co do pozostałej dwójki, to niestety wyleciało mi z głowy xD Opowiadali o realiach studiowania w Ameryce, życiu na kampusie, pokazywali różne zdjęcia i ogólnie było dużo śmiechu. Przekonałam się, że studiowanie w Stanach JEST możliwe i niekoniecznie musi być drogie. Po prezentacji zeszli na parter, tam gdzie byli przedstawiciele uniwersytetów, ambasady i organizacji Education USA i byli tam aż do końca targów, więc można było z nimi pogadać, ale o tym później :)
Na samym końcu siedzi profesor z USA, który prowadził drugi wykład, pozostała trójka to byli studenci.
Część drugą posta napiszę w ciągu najbliższych kilku dni, bo sporo mi tego wyszło :) Sama nie lubię czytać długich notek, więc was również nie będę do tego zmuszać. Do zobaczenia, a raczej napisania!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Wygrana w konkursie!!!

Witajcie,
w ostatnim poście pytałam was, czy chcielibyście czytać notki o moim życiu w Polsce, niekoniecznie związane z wymianą. Odpisaliście, że tak, więc dodaję właśnie taką notkę.

Dzisiaj od rana skaczę ze szczęścia, gdyż właśnie dostałam wiadomość, że wygrałam konkurs. Yay! Wszyscy w domu jeszcze śpią, ale jak tylko wstaną, powitam ich dość głośno xD Na razie ograniczę się do wylania mojego szczęścia na blogu :)

Najpierw rozjaśnię wam trochę sytuację. Jak wiecie, uwielbiam pisać, jestem w trakcie pisania mojej własnej książki (jakby ktoś chciał poczytać, zapraszam tutaj: wyspax.blogspot.com). Nawet mój nauczyciel od polskiego stwierdził, że mam talent, więc moje pisarstwo chyba jednak do czegoś się nadaje :D Postanowiłam to wykorzystać i zaczęłam brać udział w różnych konkursach internetowych dla pisarzy: na www.kotek.pl i www.lubimyczytac.pl. Na Kotku wzięłam udział w 2 konkursach: w jednym można było wygrać książkę pt. "Urodzona o północy", w drugim "Poza czasem". W tym pierwszym mi się nie powiodło, z resztą nie dziwię się, bo to była moja pierwsza praca, w dodatku dość kiepska. Za to w kolejnym konkursie odniosłam sukces i książka "Poza czasem" stoi już w mojej biblioteczce :) Przeczytałam ją kilka tygodni temu i polecam wszystkim, którzy po prostu lubią wciągnąć się w fajną historię i nie szukają głębszego przesłania. A jeśli chcielibyście zobaczyć moją pracę z tego konkursu, napiszcie w komentarzach. Nie wiem, czy komuś chce się to czytać, więc wolę zapytać, żeby was nie zanudzać :D

W każdym razie, kilka dni temu postanowiłam spróbować swoich sił w konkursie na tej drugiej stronie internetowej. Napisałam pracę na dwa konkursy. W pierwszym do wygrania jest książka "Tajemnice Ali" (prequel Pretty Little Liars), wyniki będą ogłoszone po 8 kwietnia. Drugi konkurs skończył się przedwczoraj i właśnie dostałam wiadomość o wygranej! Szczerze mówiąc, nie liczyłam zbytnio na nagrodę, bo prac było naprawdę wiele, a autorzy większości z nich byli ode mnie starsi o połowę mojego życia i więcej, podczas gdy na stronie kotek.pl są tylko nastolatki. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy otrzymałam wiadomość o wygranej! Bananowy uśmiech siedzi na mojej twarzy do teraz C: To jeden z najlepszych dni w moim życiu!!!

W tym konkursie można było wygrać książkę "Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę". W sumie to nie wiem, o czym to jest, ale temat zadania konkursowego mi się spodobał, więc napisałam pracę. A brzmiał on tak: "Kiedy ktoś jest szczęśliwy, unosi się dwa metry nad ziemią, nie opuszcza go uśmiech, chce mu się wstawać rano z łóżka. Zdaniem autorki książki szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę. A Waszym? Co robią szczęśliwi ludzie? Czytanie uznajemy za pewnik ;)."
Moja nagroda, która właśnie do mnie idzie :)

Poniżej wstawiam moją pracę, jednak wiedzcie, że jest to wersja rozszerzona (3491 znaków xD), którą musiałam skrócić do podanego przez organizatora limitu 1500 znaków. Moim zdaniem ta wersja prezentuje się lepiej, poza tym nigdzie nie zapisałam tej krótszej, a nie mam ochoty przekopywać całej dyskusji na forum konkursowym w jej poszukiwaniu. Dlatego wstawiam dłuższą:

Co robią szczęśliwi ludzie? Wydawałoby się, że leżą plackiem na jachcie popijając drogie drinki, obsługiwani przez lokajów, kucharzy, pokojówki. Fundują sobie drogie rozrywki, nic nie muszą robić, wiecznie się relaksują. Złota karta załatwia wszystkie pojawiające się problemy. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna, a zarazem zaskakująca. Otóż ludzie szczęśliwi robią dokładnie to samo, co ci nieszczęśliwi! Zszokowani? Przeanalizujmy to. 

Otóż i jedni, i drudzy wstają rano, idą do pracy, robią zakupy, spędzają czas z rodziną, a w wolnych chwilach oddają się przyjemnościom, takim jak czytanie książki w cichym, przytulnym kącie z filiżanką aromatycznej kawy. Od czasu do czasu wyskoczą do kina czy na zakupy. W takim razie co czyni jednych szczęśliwymi, a innych wiedzie ku depresji? Co sprawia, że wykonując te same czynności część osób czuje się świetnie i żyje pełnią życia a pozostali wręcz przeciwnie? Tu znów was zaskoczę. My sami! A konkretniej nasze nastawienie do świata. Każdy z nas jest wolny i ma prawo decydować o swoim życiu. To my decydujemy o własnym szczęściu i nikt inny. Jeśli chcemy mieć wspaniałe życie, nie możemy narzekać na obecne i czekać, aż los podsunie nam zwycięski kupon totolotka. Taki scenariusz nie spełni się nigdy. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i nie zaczynać od jutra, a od dziś. Zmienić swoje nastawienie.

Jak się do tego zabrać? Porównajmy całkiem przeciętny dzień z życia Pana Szczęśliwca i Pana Pechowca. Obaj budzą się o świcie, tu różnicy nie ma. Szczęśliwiec myśli: "Wspaniale, kolejny piękny dzień! Jaki cudny wschód słońca! Pora na śniadanie.", za to Pan Pechowiec wzdycha: "Ale jestem niewyspany. Znowu do pracy. Masakra. Chyba nastawię drzemkę." po czym pada na łóżko jak trup i za pięć minut powtarza w myślach identyczną wiązankę. Ta sama czynność, a jakże odmienne podejście do sytuacji!

Następnie obaj panowie udają się do pracy. Podczas gdy Szczęśliwiec wita się z każdym jak z dawno niewidzianym przyjacielem, kipi entuzjazmem i z chęcią wykonuje pracę, którą uwielbia, Pechowiec siedzi markotnie przy biurku i odlicza godziny do wyjścia z zakładu, rozmyślając o swojej niskiej pensji, okropnym szefie, nudnej pracy. Nie jest świadomy, że sam ją sobie wybrał oraz że w każdej chwili może to zmienić. Wiecznie ubolewa nad sobą zamiast robić coś, co lubi i w czym jest dobry, jak Pan Szczęśliwiec.

Gdy ten ostatni wraca do domu, gotuje obiad, pomaga żonie, bawi się z dziećmi. Wieczorami znajduje godzinkę dla siebie, którą poświęca książkom, filmom, niekiedy pójdzie na rower lub pobiega. Zaprosi znajomych i wspólnie obejrzą mecz. Za to pechowiec położy się zmęczony na kanapie, przeczyta gazetę, ponarzeka na politykę. Zamiast zrobić coś dla siebie, będzie ubolewał, że nie ma na nic czasu. Poogląda telewizję, spędzi z rodziną parę minut. Ledwo się obejrzy, a już minie północ. Pozostaje tylko czekać na urlop.

Te dwie postawy pokazują nam, co tak naprawdę czyni nas szczęśliwymi ludźmi. Jak kierujemy naszym życiem, sprawiając że jest ono takie a nie inne. Oczywiście, nie mamy wpływu na wszystko, ale gdy Pan Pechowiec będzie zamartwiał się tym faktem, Szczęśliwiec przyjmie go do wiadomości i zaakceptuje jako część wspaniałej rzeczywistości, w której żyje. Ludzie szczęśliwi są optymistami, potrafią zaplanować swoje cele, znajdują czas na najważniejsze sprawy i wiedzą, że każdy jest kowalem własnego losu. I co najważniejsze, potrafią czerpać radość z każdej, nawet najmniejszej rzeczy. To ich recepta na szczęście.

Jak wam się podoba? Chcielibyście zobaczyć moją pracę z poprzedniego konkursu?

piątek, 28 marca 2014

Trochę informacji o mnie

Witajcie,
dostałam ostatnio prośbę, żebym napisała coś więcej o sobie, bo na razie znacie tylko moje imię i wiek xD Poza tym obiecywałam kiedyś takiego posta, więc dzisiaj się przedstawię :)
Ja w kręconych włosach :) 

Najpierw jednak krótkie uaktualnienie: wciąż brak e-maila od fundacji o host rodzinie, napisałam wczoraj do host mamy, ale nie odpisała mi jeszcze. Nie wiem co się dzieje, może jeszcze się okaże że nie jadę do Texasu. Ale by było xD Choć w sumie zawsze jest 50% szans że trafię lepiej, ale o drugiej połowie wolę nie myśleć.

Uwaga! Część informacji zawartych poniżej zaktualizowałam i uzupełniłam w zakładce "O mnie
Zajrzyjcie również i tam.

Wracając do tematu: mam na imię Marysia i mam 17 lat (urodziny 2 lutego, jakby to kogoś obchodziło xd). Mieszkam w Rzeszowie, ale ciężko powiedzieć, że stąd pochodzę bo przeprowadzałam się 6 razy. Jestem teraz w 1 klasie liceum na biol-chemie (nie wiem, co ja tam robię O.o). Wyjeżdżam na wymianę na 2 klasę liceum i mam nadzieję, że już do polskiej szkoły nie wrócę. Chciałabym studiować MBA w Stanach.

Mam młodszą siostrę Maję, która ma 6 lat. Razem kręcimy filmiki na youtube, w których uczymy ludzi różnych akrobacji i ćwiczeń z tańca i gimnastyki (szpagat, stanie na rękach, piruety i takie tam). Mamy już 1.600.000 wyświetleń i uważam to za mój osobisty sukces życiowy :) Nasz kanał nazywa się Zwariowani, jakby ktoś chciał zobaczyć to daję link:
https://www.youtube.com/user/ZwariowaniShow
Ja i moja siostra <3

Nasz program "Zwariowani"


Moje hobby to gimnastyka i taniec. Trenuję już 10 lat, choć przez 3 ostatnie lata ćwiczę w domu. Wypisałam się z zajęć akrobatyki, bo musiałabym robić zespół i być dolną (czyli musiałabym stać na dole w piramidzie) a to mi się nie uśmiechało. Teraz chodzę na balet raz w tygodniu i ćwiczę w domu. Moja siostra też chodzi na balet, a od września będzie chodzić również na akrobatykę :)
akrobacje xd
Kocham czytać! Jestem molem książkowym, czytam w każdej wolnej chwili i min. 1 książkę na tydzień. Dużo czytam w szkole na przerwach i na lekcjach też xD Moje ulubione książki to: GONE, Zwiadowcy, Harry Potter, Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy, Olimpijscy Herosi, Kroniki Rodu Kane, Trylogia Czasu, Dziedzictwo (mam na myśli serię o Eragonie), Dary Anioła, Molly Moon, Ulysses Moore i jeszcze pewnie bym coś znalazła :D Polecam te książki wszystkim!

Lubię też pisać, chciałabym zostać pisarką (interesuje mnie też aktorstwo, biznes i psychologia, ale nie wiem, na co się zdecyduję.) Piszę własną książkę, możecie ją przeczytać na moim blogu:
http://wyspax.blogspot.com/

Kilka mało ważnych faktów o mnie, które pasowałoby gdzieś upchnąć:

  1. Uwielbiam różne sporty, np. badminton i speedminton, rolki, do szkoły jeżdżę na rowerze (chyba że jest zima). No i oczywiście kocham taniec :)
  2. Prowadzę zdrowy tryb życia, nie lubię McDonalds'a (no chyba że Frappe w McCafe), lubię gotować, jeśli mi się chce, bo jeśli ktoś mi każe to nie przepadam. Lubię też piec.
  3. Moje ulubione jedzenie to ryba z warzywami. Najbardziej lubię dorsza.
  4. Mój ulubiony film to Piraci z Karaibów. I <3 Jack Sparrow
  5. Ulubiony serial: Dance Moms (reality show o tancerkach w USA, w Polsce to leciało na TVN style i nazywało się Taniec: Marzenie mojej mamy, ale był tylko 1 a może i 2 sezon) i parę seriali z Disney Channel i Nickelodeon (Sam&Cat, Czarodzieje z Waverly Place, See Dad Run, Powodzenia Charlie). Wszystko oglądam po angielsku, nie znoszę dubbingu - nic nie jest w stanie bardzej zepsuć filmu niż te okropne głosy i spartaczone tłumaczenie.
  6. Lubię podróżować. Chciałabym zwiedzić wszystkie cuda natury w USA (za zabytkami nie przepadam), np. Grand Canyon, Yellowstone i kilka miast (NY, LA)
  7. Ulubiony sklep: Empik
stanie na rękach 

ja :)

stanie na rękach po raz kolejny :D

Ja (ufoludek) z przyjaciółmi na Halloween. Tak - obchodzę to święto!


halloweenowe muffinki :)
Jeśli chcecie, żebym czasami pisała trochę o sobie i moim życiu (niekoniecznie związanym z wymianą) napiszcie w komentarzach :) Chętnie będę pisać tylko nie wiem, czy ktoś będzie to czytał, więc pytam Was :D

Do zobaczenia, a raczej napisania!

sobota, 15 marca 2014

Odpowiedzi na wasze pytania

Witajcie,
jeszcze nie wyjechałam, a już dostałam od Was sporo pytań :D Odpowiem na nie w tym poście, bo pewnie wiele osób jest ciekawych odpowiedzi. Zaczynajmy!

1. Ile płaci się za całą wymianę (chodzi o sumę wszystkich kosztów)?
To zależy, z jakiej fundacji jedziesz. Ja jadę chyba z najtańszej i za program płaci się 5500$. W innych fundacjach kosztuje to nawet do 10.000$. Do tego dochodzą dodatkowe koszty np. bilet lotniczy, wiza, kieszonkowe co miesiąc (ok. 250$), ubezpieczenie, szczepionki i inne rzeczy. Z moja fundacja to ISE i w sumie wyszło mi jakieś 35.000 zł.

2. Czy będziesz prowadzić vloga?
Mam taki zamiar, ale najpierw będę musiała kupić sobie w Stanach kamerę, bo aparat muszę zostawić w domu. Jak już ją kupię to będę kręcić filmiki.

3. Czy będziesz miała swój pokój?
Tak, jeśli nie zmieni mi się rodzina to tak.

4. Dlaczego chciałabyś wyjechać?
Zawsze chciałam wyjechać do USA a taka wymiana to dobra okazja. Poza tym nie lubię polskiej szkoły, uważam że w Stanach jest lepsza i w ogóle Stany są lepsze.

5. Nie przeraża Cię fakt, że zostawisz rodzinę, będziesz tak daleko sama itd?
Nie xD Przecież wrócę do Polski. Poza tym zawsze jest skype :)

6. Nie będziesz tęsknić za przyjaciółmi w Polsce?
Trochę tak, ale nie stracę z nimi kontaktu. A w USA na pewno poznam nowych.
7. Czy Twoi rodzice przyjmują amerykanina do domu kiedy ty będziesz tam? (wymiana xD)
Nie, choć przyznaję, że nazwa jest myląca.

8. Czy będziesz musiała powtarzać klasę w Polsce?
Jeśli zdam testy z przedmiotów, których nie miałam w USA to nie muszę. Ale chciałabym zostać już za granicą i w ogóle nie wracać do polskiej szkoły. Uważam, że jest beznadziejna.

9. Będziesz mogła odwiedzać rodziców np na święta?
Nie.

10. Skąd w ogóle pomysł na wyjazd?
Zawsze chciałam wyjechać do USA, a gdy moja koleżanka znalazła stronę internetową biura Foster, które organizuje wymiany, wiedziałam, że to coś dla mnie.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie w komentarzach. Jak się ich trochę uzbiera to odpowiem w kolejnym poście z odpowiedziami :)

PS Wciąż jeszcze nie dostałam oficjalnego maila potwierdzającego mój placement i jestem trochę zdezorientowana, bo długo to trwa. Jak się zdarzy coś nowego to od razu napiszę.

czwartek, 6 marca 2014

Host Family!

Witajcie,
jak się domyślacie, jestem mega, mega szczęśliwa! Dwa dni temu dostałam host family i mało co nie wybuchłam z radości! Spodziewałam się informacji o rodzinie gdzieś w lecie, ponieważ to właśnie wtedy większości wymieńców przydzielana jest rodzina, a tu taka niespodzianka! Ale zacznijmy od początku.

Otóż we wtorek rano, jeszcze przed szkołą, postanowiłam włączyć laptopa, bo mama z siostrą nie były jeszcze gotowe do wyjścia. Musicie wiedzieć, że jestem rannym ptaszkiem i wstaję o 5:30 bez budzika (ale za to chodzę spać o 9-9:30), tak więc rano mam dużo czasu dla siebie, zazwyczaj wykorzystuję go na naukę i zadania domowe, bo po południu nie chce mi się tego robić. Więc rano zrobiłam notatkę z polskiego i zadanie z matmy, a potem coś mnie tknęło, żeby włączyć komputer. Weszłam na fb na fanpage mojego programu na youtube (nazywa się Zwariowani i chyba napiszę o tym osobny post, bo coś czuję, że ten temat będzie powracał w wielu notkach), żeby odpowiedzieć na pytania od widzów. Kliknęłam na skrzynkę odbiorczą i patrzę, a tu jakaś wiadomość od osoby z angielskim nazwiskiem. Już myślałam, że zdobyłam zagranicznego fana (choć nie wiedziałam, jakim cudem zrozumiał coś z moich polskich filmików) lub że to spam, bo zdarzały mi się takie wiadomości, ale po pierwszym zdaniu prawie spadłam z krzesła. To była chyba ostatnia rzecz, jakiej się wtedy spodziewałam.

Napisała do mnie host mama, przedstawiając siebie i swoją rodzinę, która składa się z:
- host mama Leah
- host tato Reuben
- host siostry: Cheyenne (12 l.), Brenna (10 l.), Realynne (9 l.)
- host bracia: Leighton (6 l.) i Richard (2 l.)

Napisała, że już od 4 lat są host family i zawsze mają z tym dużo zabawy :) Mieszkają w Teksasie więc jestem bardzo zadowolona, bo strasznie chciałam trafić do jakiegoś ciepłego stanu. Miasto nazywa się Kyle, jest dość małe, co mi w sumie odpowiada, bo nie będę się musiała zrywać bardzo rano, żeby zdążyć do szkoły. Szkoła do której będę chodzić to Lehman High School. Tego dnia miałam akurat sprawdzian z polskiego, więc po tych nowinach pewnie go zawaliłam xd Cały dzień chodziłam z bananem na twarzy :D

moja przyszła szkoła
logo, nazwa i barwy szkoły
Na razie jeszcze nie dostałam oficjalnego maila od fundacji, ale host mama powiedziała, że powinien dojść w tym tygodniu. Ona sama pracuje w tej fundacji (ISE) i stąd właśnie wiedziała, jak się ze mną skontaktować. Nie mogła napisać do mnie na prywatnym fb, bo tam moje imię brzmi Marysia, a ona nie wie, jak zdrobnić imię Maria, więc odnalezienie mojego konta było niemożliwe. Za to w liście do host family w mojej aplikacji napisałam o tym, że prowadzę program na youtube oraz załączyłam link do strony, więc tą drogą mnie odnalazła. Ten fakt sprawił mi jeszcze większą radość!

Wczoraj gadałam z host tatą na fb i okazało się, że ma fajne poczucie humoru :D Zapytał mnie, czy mam skype albo face time, a nasza rozmowa brzmiała mniej więcej tak:
Ja I do have skype, but I don't remember my login, I'll check it tomorrow and let you know.
Hdad - face time is Skype for apple products
Ja - so I don't have it because I don't have any Apple products. In Poland they are very expensive so I can't afford them.
Hdad - you can buy apple products in the fruit stands


Musiałam naprawdę dziwnie wyglądać, bo śmiałam się do ekranu dobre kilka minut xD Później dowiedziałam się, że u nich jest 7 godzin do tyłu, więc trochę ciężko złapać kogoś na facebooku. Hdad zapytał się mnie, czy chciałabym chodzić na jakieś zajęcia np. taniec czy jakiś inny sport. Odpisałam mu, że chciałabym być cheerleaderką, jeśli by się dało, a on na to, że pogada z trenerką :) Także bardzo się cieszę, choć na razie nie wiem, czy to wypali, ponieważ jeśli to będzie dużo kosztować, to wybiorę jakiś inny sport, bo nie mogę wydać całej kasy na stroje, buty, wyjazdy itp., więc zobaczymy. Jestem dobrej myśli :) Na pewno na jakiś sport się zapiszę, bo jak tego nie zrobię, to po powrocie do polski nie zmieszczę się w drzwiach do domu :D

Z rozmowy dowiedziałam się jeszcze, że Amerykanie nie używają "hahahaha" tylko "lol". Na razie jest to dla mnie trochę dziwne, ale pewnie szybko przywyknę.

PS Jak tylko dojdzie email z wszystkimi informacjami o hostach to wstawię nową notkę :) Prawdopodobnie zmienię też wygląd bloga po raz milionowy, żeby trochę bardziej kojarzył się z Teksasem :D
Ta czerwona kropka to Kyle. Wg map Google nad morze jedzie się tylko 2 godziny!

środa, 12 lutego 2014

Rozmowa z koordynatorem

Na początku ferii byłam na spotkaniu w biurze Foster w sprawie mojego wyjazdu, ponieważ skończyłam wypełnianie aplikacji i chciałam się dowiedzieć, co dalej z wymianą. Polska koordynatorka musiała przeprowadzić ze mną rozmowę po angielsku, żeby się upewnić, że dam sobie radę za granicą. Poszło mi bardzo dobrze, w ogóle się nie stresowałam ani nie martwiłam. Lubię w domu gadać do siebie po angielsku (oczywiście tylko wtedy, gdy nikogo nie ma xd), czasem robię to w myślach, zazwyczaj przed snem, kiedy za nic w świecie nie mogę zasnąć, mimo że przed nakryciem się kołdrą padałam z nóg.

Byłam na takiej rozmowie już rok temu, gdyż z początku planowałam wyjechać właśnie wtedy (ciekawe co by było, gdybym teraz siedziała w Stanach o.O). W każdym razie schemat rozmowy mniej więcej się powtarza (a raczej monologu, gdyż mówicie tylko wy), dlatego mogę wam go przedstawić.

Najpierw musicie opowiadać o sobie przez parę minut, więc trzeba sporo improwizować, bo to wcale nie jest takie łatwe. Nie ma za bardzo o czym gadać. Jak zabraknie wam tematów, to pani zada wam kolejne pytania. Mnie pytała o to, jak wyobrażam sobie szkołę w USA oraz jak wygląda moja rodzina. I to by było na tyle. Ogólnie to cała rozmowa nie trwa dłużej niż dziesięć minut i jest bardzo łatwa.

czwartek, 30 stycznia 2014

Oczekiwanie na placement

Wczoraj wieczorem dostałam informację od mojej fundacji, że oficjalnie potwierdzili i zaakceptowali moją aplikację. Byłam w szoku! Słyszałam, że czeka się na to około trzech tygodni, a tu taka miła niespodzianka. Aplikację wysłałam zaledwie pięć dni temu. Duży plus dla fundacji ISE :)

Co teraz?
A więc od tego momentu trwa poszukiwanie dla mnie placementu. Nie mam zielonego pojęcia, kiedy go dostanę, ale nie martwcie się, napiszę o tym od razu. Zazwyczaj informacja o host rodzinie przychodzi na przełomie wiosny i lata, chociaż są liczne wyjątki. Czytałam bloga jednej dziewczyny, która dostała rodzinę w lutym, kilka dni po wysłaniu aplikacji. Niektórzy dowiadują się o tym cztery dni przed wyjazdem. Nie zależy mi na tym, żeby dostać placement jak najszybciej (choć nie mam nic przeciwko xD), ale wolę poczekać dłużej, żeby trafić na kogoś dopasowanego do mojej aplikacji.

Ogólnie rzecz biorąc, przydzielonej rodziny zmienić nie można. Chyba że traficie na rodzinę "niestandardową", czyli taką, gdzie nie ma "mamy" i "taty". Może to być samotna babcia, rozwiedziona kobieta, dwie dziewczyny (dowiedziałam się od koordynatorki, że był taki przypadek), samotny ojciec - taki placement odrzucić można. Poza tym dziewczyna nie może być w rodzinie, gdzie jest samotny mężczyzna (chyba że ma córki).

W aplikacji podajecie sporo informacji o sobie, swoich zainteresowaniach, wyznaniu itp., ale nikt wam nie gwarantuje, że wasza rodzina będzie do tego dopasowana. Fundacja stara się, żeby tak było, ale nie da się dopasować wszystkiego. Przede wszystkim ma to być kochająca rodzina, która przyjmie was jako członka rodziny.

niedziela, 19 stycznia 2014

Double Placement, czyli wymieniec w pakiecie

Witajcie, dawno nic nie pisałam, ale to przez to, że od ostatniego wpisu bardzo dużo się działo i chciałam, żeby wszystko dobiegło końca, abym mogła wam to opisać. Dzisiaj skończyłam wypełnianie aplikacji :) W tym poście zajmę się jedną z jej części, a mianowicie Double Placement. Najpierw jednak krótki update ;).

Jak już wiecie, próba tuberkulinowa wyszła mi dodatnio, więc byłam przez tydzień w szpitalu, choć tak naprawdę przyjeżdżałam tam jedynie rano na badania, a potem siedziałam w domu i pisałam książkę :D Całe szczęście, że był to ostatni tydzień przed przerwą świąteczną, bo miałam dodatkowy tydzień wolnego! W każdym razie na badaniach nic niepokojącego nie wyszło, ale i tak lekarze utrzymują, że jestem zarażona, więc nie wiem, po co robili w ogóle te wszystkie badania. No ale nie będę się tu rozgadywać na temat polskiej służby zdrowia, pewnie sami doskonale wiecie, jak to wygląda. Skończyło się na tym, że przez najbliższe 3 miesiące faszeruję się tabletkami przeciwgruźliczymi (chyba tak się to pisze), które, nawiasem mówiąc, są przeolbrzymie i niszczą wątrobę, ale czego nie robi się dla wymiany.


A teraz główny temat dzisiejszej notki: DOUBLE PLACEMENT


Otóż w aplikacji jest jedna strona, na której możecie wyrazić zgodę na to, żeby mieszkać razem z dodatkowym wymieńcem. Możecie się na to zgodzić, ale nie musicie. Jeśli podpiszecie ten dokument, to wasza organizacja, szukając dla was host rodziny, będzie brała pod uwagę również te rodziny, które chcą przyjąć więcej niż jedną osobę. Nie gwarantują wam, że do takiej rodziny traficie, ale jest taka możliwość. Jedno jest pewne - nie możecie mieszkać z wymieńcem, który jest takiej samej narodowości jak wy.


Mi osobiście ciężko było podjąć decyzję. Mimo że taka opcja może mieć wiele zalet, to ma też swoje wady. Wciąż mam wątpliwości, ale zdecydowałam się na Double Placement. Jak już odkrywać świat, to na całego! Przemyślałam wszystkie plusy i minusy takiego wyboru, zapytałam o zdanie obecnych wymieńców i na tej podstawie podjęłam decyzję.


Oto moja lista plusów i minusów:


Plusy:

  • można poznać fajną osobę, zyskać przyjaciela na całe życie, odwiedzić jego kraj,
  • można poznać inną kulturę,
  • można nauczyć się dzielić obowiązkami ze współlokatorem,
  • w szkole na pewno raźniej we dwoje, zwłaszcza na początku,
  • łatwiej załatwić jakiś problem w dwie osoby,
  • jeśli jakaś naprawdę fajna host rodzina będzie chciała mnie wziąć, ale będą chcieli dwóch wymieńców, to mogą mnie nie wybrać, jeśli nie zgodziłam się na Double Placement
Minusy:
  • można trafić na jakiegoś przygłupa
  • ta osoba może mieć zupełnie odmienny charakter i wkurzać nas do końca wymiany
  • jest opcja, że będziemy musieli dzielić z nią pokój (dla mnie to wyzwanie, od zawsze mam swój własny pokój)
Jak widzicie, plusów jest więcej, a minusy to tylko gdybanie, więc mam nadzieję, że dobrze wybrałam decydując się na Double Placement. W sumie to i tak nikt mi nie gwarantuje, że będę mieć host siostrę (host brata według regulaminu nie mogę mieć, a przynajmniej tak mi się zdaje), w każdym bądź razie tą decyzją poszerzyłam ilość host rodzin, które w przyszłości będą przeglądać moje aplikacje.

Jeśli rzeczywiście będę mieć hsiostrę, to napiszę wam, czy podjęłam dobrą decyzję. Mam nadzieję, że tak. Trzymajcie kciuki :)

piątek, 13 grudnia 2013

Lekarze i katastrofa

Dawno nic nie pisałam, więc pora to nadrobić. Zacznę od tych dobrych wieści, a mianowicie mój proces wypełniania aplikacji jest już prawie kompletny. Dzisiaj wykonałam ostatnie badania, całą resztę aplikacji mam wypełnioną, teraz tylko muszę iść po podpis lekarza. Potem wszystkie papiery z podpisami mam zeskanować i wrzucić na serwer. Na koniec pozostaje kliknąć "submit application" i czekać na akceptację.

Ale oczywiście zbyt dobrze mi szło, więc na tym końcowym badaniu - próbie tuberkulinowej - niestety już tak dobrze nie było. Dla niewtajemniczonych:



  • próba tuberkulinowa polega na wstrzyknięciu pod skórę na ręce jakiegoś płynu, po czym czeka się 3 dni a następnie odczytuje wynik; ma to pokazać, czy jest się nosicielem lub chorym na gruźlicę, której Amerykanie strasznie się boją, ponieważ nie szczepią się na tą chorobę (a tak w ogóle to odkryto, że te szczepionki i tak nie działają, więc pozdrawiam wszystkich ze zbędnymi bliznami na ręce i witam w klubie)
Jak się domyślacie, wynik mnie przeraził, bo wielkość tego spuchnięcia miała ok. 20 mm, a to oznacza wynik pozytywny (a powinien wyjść negatywny, jeśli jest wszystko ok). To znaczy, że miałam kontakt z kimś chorym na gruźlicę, chociażby w autobusie, i teraz mam w sobie tego wirusa czy cokolwiek to jest. Nie jestem chora, nie stanowię zagrożenia tą chorobą, bo nią nie zarażam, ryzyko jest tylko dla mnie, bo jak będę mieć słabą odporność, to mogę zachorować. Druga opcja jest taka, że szczepionka sfałszowała wynik, bo często tak się dzieje. Teraz idę do szpitala i będą mi robić jeszcze jakieś badania. 

Kiedy lekarka mi to powiedziała, na początku nie dotarło to do mnie. A potem pomyślałam "nie jadę". Od razu zaczęły nawiedzać mnie dołujące myśli, co ja ze sobą zrobię; będę musiała chodzić dalej do polskiego liceum, co ja w ogóle w życiu będę robić. Wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo się nastawiłam i jak wiele dla mnie znaczy ta wymiana. 

Po powrocie do domu od razu włączyłam komputer i wyguglowałam coś w stylu "próba tuberkulinowa wyjazd USA". Wyszukało mi bloga Ani, która jest teraz na wymianie i okazało się, że jej wyszło 15 mm, czyli też pozytywnie. Zadzwoniła do koordynatorki i dowiedziała się, że to nie jest przeszkodą w wyjeździe i na granicy nikt tego nie sprawdza, te dane lekarskie otrzymuje jedynie szkoła. Więc odzyskałam nadzieję i trzymam kciuki za wyjazd :)

A tak poza tym to dziwię się, że ta próba tuberkulinowa nie jest powszechnie wykonywana (a wręcz przeciwnie - ciężko się na nią zapisać), bo skoro szczepienia są zbędne, to wiele osób ma w sobie tego wirusa, a nawet o tym nie wie -,- 

Na koniec rada dla przyszłych wymieńców: zacznijcie wypełniać aplikację od stron "medycznych", ponieważ zajmuje to najwięcej czasu, wymaga wielu dodatkowych badań i szczepień, co wiąże się również z dodatkowymi kosztami. A w międzyczasie wypełniajcie resztę.